Żyć albo nie żyć….

Ostatni dzień kwietnia. Jutro zaczyna się majówka, polski „długi weekend”. W sklepach brzęczą butelki, w hipermarketowych  wózkach przewalają się dziesiątki piw, pojedyncze lub podwójne „zerosiódemki” ze zgrzewkami popitki i zagrychą. Z pólek znikają worki z węglem drzewnym i tandetne grille po 20 zeta. Dziesiątki ton karkówki marynuje się właśnie w lodówkach. Wyroby kiełbasopodobne na promocji

ILE TRWA ROK

Rok trwa 365 dni, 730 apeli, 1500 dzwonków, tysiące dźwięków zamykanych krat i drzwi, miliony wspomnień o wolności. Rok trwa setki upokorzeń i w sumie półtora dnia, kiedy widzisz ukochane twarze. Rok to tysiące godzin zmarnowanych na siedzeniu, leżeniu, pierdzeniu w brudne koce i jedzeniu padliny. Rok to 365 podziękowań za przetrwanie i próśb o przeżycie

10 – 13 KWIETNIA 2014

Minęło kilka dni… Brak weny, praca… Trzeźwość. Nie pisałem nic, nie było o czym i chyba nadal nie ma. Ciężko mi się odnaleźć w niepiciu… Cała gama wydarzeń „popełnionych” po pijaku wraca do mnie echem, które dudni w głowie.  Dziesiątki telefonów z biadoleniem do znajomych, kłótnie z Ewą. Wywalanie brudów na stół, asfalt i do

9 KWIETNIA 2014

Udało się. Przeżyłem kolejny dzień bez alkoholu. Zostało jeszcze półtora godziny ale może już nic złego się nie wydarzy. Życie jest nieobliczalne. Kazik Staszewski śpiewa „Żyj życie, jakbyś miał już nazajutrz, ze śmiercią twarzą w twarz stanąć”. O ironio słuchałem tego „na full” pijąc do nieprzytomności. Miałem dziewiętnaście lat. Nie było wtedy rzeczy niemożliwych.  97

8 KWIETNIA 2014

Co za dzień… Kilka ton przeniesionych w rękach. Kilka zrobionych map. Kilkadziesiąt telefonów. Ciulowy obiad… Zachciało mi się własnego domu… Najpierw przerzuciłem metry sześcienne ziemi i tańczyłem z młotem pneumatycznym kując skałę pod ławy fundamentowe. Cieszyłem się jak dziecko kiedy zobaczyłem betonowy zarys domu… Teraz śmiać mi się chce. To było takie … kurwa słodkie…

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial