Symulacje

Siedzę z chłopakiem – kilkunastoletnim… uzależnionym od leków przeciwbólowych. Zapytacie jak ? Opiaty… podobnie jak alkohol – uśmierzają ból i dają jeszcze dość przyjemne odprężenie… Pytam, czy nie odczuwa bólu, gdy tylko odstawia leki… Ożywia się wyraźnie i kiwa głową. Wszystko mnie boli… Zasnąć nie mogę… Wiem już, że jest mocno uzależniony… Co robi jego układ nerwowy… Symuluje ból, po to, by go zmusić do wzięcia kolejnej tabletki. Bez niej bolą go wszystkie części ciała…

Nazywam się Michał, mam 39 lat i jestem alkoholikiem. Mój umysł symuluje wszelkie nieprzyjemne stany, tylko po to, by mnie namówić na ulgę. Mój dom traci wówczas cały swój urok i staje się więzieniem. Moja żona znów robi wszystko, w taki sposób, by mnie wyprowadzić z równowagi. Każde słowo, jakie do mnie dociera jest interpretowane w taki sposób, by mnie bolało. Moje myśli stają się tak podłe, że tworzą całą paletę uczuć nieprzyjemnych. Każde potknięcie rodzi strach, każdy niedoskonały produkt staje się okazją do samobiczowania i oskarżania siebie o nieudacznictwo. Wszelkie sukcesy są szybko odsuwane w niepamięć, lub przykrywane porażkami.  Każda okazja jest dobra, by przeklinać, by krzyczeć, by okazywać agresję. Jestem wybuchowy i opryskliwy. Po co mi to ? Tylko po to, by zbudować w sobie poczucie winy i krzywdy jednocześnie. Po to, by wyrzuty sumienia kipiały pod czaszką. Po to, by jedynym “zbawieniem” na końcu okazał się alkohol. Gdy już koło się rozkręci, potwornie ciężko je zatrzymać. Myśli o piciu potęgują wrażenie beznadziei i bezradności. Przywołuję wspomnienia z czasów picia i ogarnia mnie panika. Poty, trzęsące się dłonie, nieprzespane noce i niekończący się strach o życie… Czy chcę do tego wrócić ? Nie chcę ! Nie chcę, ale czy zniosę ten ból dłużej ? Wmawiam sobie, że nie…. i   już tylko kilkaset metrów dzieli mnie od zakupu kolejnej butelki… Nie, wolę się zabić, niż zapić. Na jedno wyjdzie ale szybciej i mniej bólu. STOP.

Siadam w fotelu i patrzę wokół siebie. Mam wszystko, o czym marzyłem jako dzieciak. Jestem wielkim farciarzem, który uciekł spod kosy co najmniej kilka razy. Kiedyś powiedziano mi, że nie mam szans z tego wyjść ( statystycznie faktycznie szanse bliskie zera ) a jednak tych kilka lat nie piję. Pokonałem tak wiele przeciwności i czego ja jeszcze chcę ? Nic takiego… tylko wódki… Po co mi ona ? Po nic… Błędne koło…

Rozmawiam z kumplem… Sam nie wiem dlaczego złoszczą mnie jego słowa… Kontruję… Jestem niegrzeczny przy tym… Moja mowa staje się agresywna i niemal zupełnie przestaję go słuchać… Nie obchodzi mnie to, co ma mi do powiedzenia. Właściwie, to zaprzeczę mu nawet jeśli ogłosi, jakąkolwiek prawdę powszechnie znaną… Nie zgodzę się z nim od tak… Do tego jeszcze z chęcią wyszukam wszelkie braki w logice jego wypowiedzi. Dołożę wszelkiej uszczypliwości, by mu udowodnić, że się myli. Posunę się do cynizmu, hipokryzji, podsypię to szczyptą przekleństw i wysypię kilka truizmów i nacieszę się “jakim to ja jestem wszechwiedzącym gieniuszem ” …. Kątem oka dostrzegę jednak niechęć w jego oczach…. Ton jego głosu się zmienił… Stoję i myślę… Co ja właściwie robię ? Po co to robię ? Usiłuję właśnie zbudować własne ego na jego słabościach ? Czy mnie już całkiem powaliło ? Przepraszam go…  W rzeczywistości właśnie zrobiłem krzywdę i jemu i sobie. Nie da się zbudować poczucia własnej wartości na wywyższaniu się nad kogoś – wiem to, więc dlaczego to robię… Bo podświadomie chcę zrobić SOBIE krzywdę. Obrażenie kogoś działa źle na mnie ! Niedawno usłyszałem powiedzenie weterana trzeźwienia – nie stać mnie na wrogów ! Ma człowiek rację. To co w AA nazywają pogodą ducha jest stanem, w którym nie ma miejsca na wrogów, na agresję, na arogancję. Więc po co mi to ? Po to, by w końcu znów powiedzieć sobie, że do niczego się nie nadaję… By poczuć się opuszczonym, by stwierdzić, że nikt mnie nie chce wysłuchać, że nikt mnie nie rozumie… No i z tego miejsca już jest krótka droga do picia… Znam działanie alkoholu. Wiem, że pod jego wpływem już nie będę się tym przejmował. Depresant, środek znieczulający – idealne rozwiązanie mojego problemu… Decyzja zapadła… Wszystko, tylko nie alkohol. Cofam swoje słowa. Dzwonię i wyjaśniam – jestem alkoholikiem i czasami zachowuję się nie odpowiednio, bo… bo chce mi się pić… nie każdy zrozumie… Ja jednak wiem, jak pokrętnie potrafi zadziałaś mój umysł, by wyprowadzić mnie na manowce.

Rozdmuchiwanie drobnych problemów, szukanie winnych własnego nieszczęścia, poszukiwanie szczęścia po za sobą, uczucie braku czegoś nieokreślonego, a przede wszystkim działania autodestrukcyjne – to są oznaki głodu alkoholowego u osoby od niego uzależnionej. Każdy alkoholik potrafi rozpoznać głód, gdy rano, po libacji wlecze zwłoki do sklepu z modlitwą o kieliszek chleba na ustach. Mało który jednak potrafi dostrzec głód alkoholowy w kłamstwach, w zatajaniu prawdy, w złości, agresji ale też w nieuzasadnionej radości… Ja usiłuję od pewnego czasu wbić sobie do głowy zalecenie Ablerta Ellisa – myśl Michał ku…wa o swoim własnym myśleniu. To, że uważasz coś za prawdziwe, wcale prawdziwe być nie musi. Dwa plus dwa jest cztery, ale tylko wówczas, gdy obie dwójki są dwójkami a plus oznacza ich zsumowanie. W życiu osoby uzależnionej, trzeba się uważnie tym dwójkom przyglądać, by na końcu równania nie było flaszki…

Pogody ducha Wam życzę i pozdrawiam serdecznie.

Michał

Jeszcze dwa ogłoszenia

Po raz kolejny zwracam się z apelem o pomoc w realizacji projektu, do którego link znajdziecie poniżej. Jak można pomóc ? Nie tylko wpłacając pieniążki, ale też udostępniając ten link na Twiterze, Facebooku itp. Kwota zebrana powoli rośnie, za co bardzo serdecznie dziękuję, wszystkim którzy do tego przyłożyli ręce. Klikając TUTAJ wejdziecie na stronę zrzutki.

Jeśli chodzi o kontakt ze mną… Proszę mnie szukać na FB. Bardzo mi przykro, ale nie mam czasu na odpisywanie na wszystkie maile. Po wpisaniu Michał Śpiewak w wyszukiwarce FB zwyczajnie wybieracie tego najprzystojniejszego i już 🙂 sam się uśmiałem…

 

 

 

Pomóż innym !! Udostępnij na:

No Comments

Post a Comment

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial