Ależ łatwo wszystko zepsuć.

Od świąt Bożego Narodzenia nosi mnie – jak mawiają alkoholicy, czyli chodzą na głodzie. Raz większym, raz mniejszym ale niemal ciągłym. Chodzę i nie wiem, co się dzieje. Szukałem przyczyn i upatrywałem je w odstawieniu leków, zbyt wielu obowiązkach, zbyt wielu godzinach pracy… tymczasem – wszystko po trochę ale… W tym roku w naszych domach panie zrezygnowały z pieczenia ciast na święta… Zapytacie co to ma do głodu alkoholowego 🙂 No ja bym też nie podejrzewał, że ma ale ma. Ciasta zostały zakupione w cukierniach. Mi jakoś szczególnie do gustu przypadł przekładaniec czekoladowy z wiśniami. Powiem Wam, że coś mnie ogłupiło. Odnosiłem wrażenie, że czuję tam aromat rumu… ale wiedziałem też, że to powszechne i nie robiłem rabanu – aromat to jeszcze nie alkohol.  Tymczasem głód alkoholowy narastał a z nim… Uff to nie będzie łatwe, bo czuję wstyd… Robiłem się dokładnie taki jak w czasach pijaństwa. Złośliwy, nerwowy, impulsywny, roszczeniowy, uparty, upierdliwy, nikczemny, agresywny – czarnowidz. Jednym słowem – pijak. Suchy, ale pijak… “Placuszek” był kupowany na święta, potem na sylwestra, na urodziny Jagody, na urodziny teściowej i w tym tygodniu teść przyniósł znów kilka kawałków. Kurde jak można się narazić. W tym, który przyniósł teraz było tyle wódki, że aż śmierdział i dopiero teraz się kapnąłem, że to nie był aromat a zwyczajnie spirytus ! Odłożyłem ciasto i poprosiłem Ewę, żeby to powąchała, bo mój nos niestety jest nieczynny. Na marginesie, gdy mówię ludziom że prawie nie mam węchu, to myślą że sobie jaja robię, ale po tylu zabiegach operacyjnych ja faktycznie prawie nic nie czuję. Nie potrafię wyczuć małych stężeń alkoholu no i sobie pojadłem spirytusu w sumie z 5-8 razy w dwa tygodnie. Ja pier…le – czy w cukierniach nie powinni informować, że dany produkt zawiera alkohol ? Gdy dotarło do mnie, co sobie właśnie zrobiłem, byłem wściekły i przypomniało mi się, jak się kłóciłem o takie “drobiazgi” na terapii. Terapeuci mówili, żeby uważnie czytać skład produktów spożywczych i wykluczyć wszystko, co zawiera alkohol. Kpiłem sobie, że idę się nawalić ciasteczkami… Tak samo kłóciłem się o kosmetyki z alkoholem…. Przecież nie piję wody kolońskiej !!! To było podczas tej pierwszej terapii, którą zakończyłem zapiciem i długim ciągiem do stanu krańcowego wycieńczenia. Potem już się nie kłóciłem. Doskonale wiem, że nawet sam zapach alkoholu, może nakręcić potężny głód. Teraz zaś, po kilku latach beztrosko nażarłem się wódki. Zwyczajnie straciłem czujność. Zły jestem jednak na teściów i innych jedzących te placki, że nie powiedzieli nic. Ja mam słaby węch i smak a teściowa ma w nosie alkomat… tylko, że oni, jak 99,999 % polskiego społeczeństwa ma w d… coś takiego jak zalecenia dla trzeźwiejących. Teść jest przekonany, że alkoholizm to słaby charakter i zawsze się dziwi, gdy mówię, że chce mi się chlać. Patrzy się na mnie jak na kosmitę… Jednak ciasto jadło wiele osób i nikt mi ku..wa nie powiedział, że tam jest alkohol. Ja tymczasem czułem  coraz większy głód… Wszystko byłoby ok gdybym wiedział skąd się on wziął, ale tym razem zachodziłem w głowę i nie wiedziałem. Gdy zaś nie wiesz skąd biorą się problemy to szukasz rozwiązania po omacku. Zacząłem się samobiczować, że stoję w miejscu, że nic nie robię ze swoim zdrowieniem, że cienki jestem, że nie dam rady i znów coś w życiu spieprzę… a i powiem Wam, że gdy już wiedziałem skąd ten stan, powiedziałem o tym kilku osobom, w tym innym uzależnionym. Reakcja mnie zbiła z tropu, bo część uzależnionych, których bardzo poważałem mnie wyśmiało, lekceważąc fakt całkowicie. Nasłuchałem się że oni jedzą batoniki, czekoladki i nie patrzą czy jest tam alkohol 🙂 Zagotowałem się… jakby mi ktoś dał w twarz… i to kilka razy. Potem ochłonąłem i myślę… czy oni tacy mocni, czy ja taki cienki ? I znów samobiczowanie, bo Mietek wpieprza czekoladki z wódką a mimo to nie pije, a ja cienias najadłem się ciasta i mówię, że mnie nosi… potem znów przemyślałem… hmm to ja może jednak będę tym cieniasem względem alkoholu. Jednak będę sprawdzał co jem. Podstawą trzeźwienia jest uznanie bezsilności wobec alkoholu. Jeśli Mietek, Czesiek i Ziutek chcą sobie zrobić kuku to ich sprawa ale ja tego nie chcę. Próbowałem tłumaczyć coś tam o układzie limbicznym i o tym jak w 0,003 sekundy informacja o dostępności alkoholu jest przekazywana organizmowi, ale mnie wydrwili, czasami nawet nieco agresywnie… Odpuściłem i posmutniałem…

Dlaczego ? Bo czasami ludzie mają mnie za cyborga. Rzucił reklamówki prochów, przestał pić, poskładał rodzinę, powiększył ją, buduje firmę, pracuje z uzależnionymi – no kurwa cyborg. A ja też mam słabości. Czasami podupadnę, wdupię się w jakąś historię jak z tymi ciastami. Posmutniałem, bo okazało się, że alkoholik, który prowadzi zajęcia terapeutyczne, przekonuje chorych, że mają wszystko, co potrzebne do życia… gdy już zatrzaśnie za sobą drzwi gabinetu – zostaje sam. Nikt nie chce mnie słuchać, gdy mówię, że cierpię. Żona się wówczas denerwuje, bo jako współuzależniona tak zwyczajnie reaguje. Byli pacjenci nie wierzą – bo jak to ? Po takim czasie ? Nie chcą tego słuchać, bo się boją tego słuchać ! Odnoszą mnie do siebie i myślą – co kurna !? tyle czasu i głód ?! Inni z kolei twierdzą, że ich takie pierdoły jak alkohol w słodyczach nie dotyczy ! Uff… posmutniałem, bo poczułem się osamotniony i zlekceważony…

Widzicie… praca z uzależnionymi daje mi wielką satysfakcję – czasami żartuję pod nosem, że naprawiałem samochody, motocykle, mikrosilniki, jachty żaglowe, wzmacniacze, gramofony, głośniki – lecz, czy może być coś wspanialszego od naprawiania ludzi ? Tak… lubię to robić. Wracam wyczerpany tak, że szybko zasypiam, bo pracuję chyba całym sobą… ale jest też nieprzyjemny aspekt tej pracy… Jestem traktowany jak zdrowy człowiek. Według pacjentów ja nie mam prawa czuć się źle ! Mam być jak ten właśnie cyborg wobec alkoholu. Ja się nauczyłem żyć w świecie, w którym narkotyki są w każdym spożywczaku, restauracji, czy dyskotece. Nauczyłem się żyć w kraju, gdzie zabawę dla rodzin na wolnym powietrzu, organizatorzy zaczynają od rozstawienia nalewaków z piwem. Nauczyłem się żyć wśród moich pijących przyjaciół, ale nie wyzdrowiałem. Nadal jestem alkoholikiem – śmiertelnie chorym człowiekiem, który stale musi uważać na pewne drobiazgi. Pewnie, że w ciągu tych niemal 4 lat wiele razy w moich ustach znalazło się coś ze śladową domieszką alkoholu i nawet o tym nie wiedziałem, lecz tym razem to było przegięcie, bo regularnie podawałem sobie alkohol przez kilka tygodni. To nie mogło się skończyć inaczej niż głodem. Powiem Wam, że ulżyło mi, gdy sprawa się wyjaśniła. Mimo że po ostatnim kęsie placuszka znów poczułem głód, to obecnie on słabnie. Co do moich rozmówców – ignorantów… włączyłem swój stoper… jeszcze mnie nie zawiódł niestety. Wiem, że prędzej czy później popłyną, jeśli nie zmienią swojego nastawienia. Kurcze, zaskakują mnie ludzie… nie pierwszy i nie ostatni raz. Zrozumiałbym, że nie pojmą tego zdrowi, ale trzeźwiejący uzależnieni powinni. Czytelnikom zaś dam pewną radę – nie próbujcie ! To działa. Czasami z opóźnionym zapłonem ale działa. Gdy do organizmu dostaje się odrobina alkoholu, podświadomość notuje sobie, że oto alkohol jest znów dostępny i można działać, bo go zdobyć ! Włącza więc tryb pijaka i zaczyna robić wszystko, by przełamać barierę motywacji .

Późno już… pora odpocząć.

Pozdrawiam serdecznie.

Michał

Pomóż innym !! Udostępnij na:

2 komentarze

  • Ziutek czyli Wacek

    24 stycznia 2018 at 22:38 Odpowiedz

    No i po co te złośliwości Michale?

    • Michał

      25 stycznia 2018 at 15:23 Odpowiedz

      I kurde się opisałem, żeby Ci odpowiedzieć i wszystko mi się usunęło 😛 W skrócie – nie ma tutaj złośliwości, każdy ma prawo do swojej drogi, byłeś czwartą osobą z którą o tym rozmawiałem,po za moim “Mietkiem, Ziutkiem – kobieta też tam była… niech będzie Wiesia 🙂 “. Twoja reakcja bardzo podobna – żałowałem że zacząłem ale tylko przez chwilę, bo natchnąłeś mnie czymś – wolność, i o wolności jeszcze – dzięki – to słowo mnie uderzyło. Uderzyło mnie też to uczucie… Zapomniałem o tym a przecież też mnie tak to bawiło jeszcze dwa lata temu…. Tymczasem czeka mnie operacja już w ten wtorek – w trybie pilnym. Być może mam mało czasu, więc czekają mnie duże zmiany 🙂 właśnie ku wolności… prawdziwej wolności. Dzięki więc za to i do zobaczenia 🙂

Post a Comment

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial