Wysoka cena … pokłosie.

Bardzo emocjonalnie podszedłem do tak wydaje się błahej sprawy jak świąteczne życzenia. Na efekt nie trzeba było długo czekać – maniek już mnie zrypał 🙂 więc rad nie rad muszę coś napisać, by nie pozostawić niedomówień. Po pierwsze jestem człowiekiem. Tylko i aż… lecz w związku z “tylko” mam prawo się mylić. Mój wpis był bardzo “głodny” i pełen żalu. Sam sobie jednak to zafundowałem w dużej mierze. W jaki sposób ? A taki…

Powiem Wam co mnie najbardziej zabolało po zaprzestaniu picia… prawda… Prawda o sobie i prawda i ludziach, z którymi utrzymywałem do tamtej pory przyjacielskie stosunki. Nie raz na terapii mówię o tym, że moje znajomości zostały przecedzone przez sito i że trzeba było na pewnym etapie pożegnać się z wieloma osobami, które nie potrafiły uszanować mojej decyzji i mojej chęci powrotu do zdrowia. Teraz… po kilku latach okazuje się, że to “cedzenie” trwa w najlepsze. Znikają z mojego życia kolejne osoby. Dlaczego ? Głównie dlatego, że piją a ja to widzę. Dochodziło nie raz i nie dwa do takich scen, gdy pijący kolega z ironią pytał się mnie, czy on ma problem. Odpowiadałem zgodnie z posiadaną wiedzą. Alkoholikom, że tak, pijącym towarzysko, że nie, innym jeszcze, że powinni uważać i tyle… Było to ponad dwa lata temu. Potem zacząłem obserwować jak znikają. Przestają dzwonić, przestają utrzymywać kontakty, unikają spotkań… odchodzą. Ok… jakoś się z tym pogodziłem, choć pomysły miałem różne. Nie jest tak łatwo zbudować nowe znajomości w wieku 40 lat… no i lubiłem ich… ba lubię nadal mimo tego żalu.  Co gorsze część z nich to moja rodzina. Ludzie z którymi się utożsamiałem. Wiecie, że odkąd nie piję – ponad 3,5 roku tylko kilka zdań zamieniłem z kuzynem, z którym niegdyś mogłem “konie kraść”… nawet nie widział mojego domu. Kilka razy go zapraszałem i nie tylko jego ale nigdy się u mnie nie pojawił ani on, ani inni. To rodzina… a teraz koledzy, znajomi, przyjaciele… Na początku jeszcze mnie zapraszali ale potem zaczęło się psuć. Za plecami słyszałem teksty w rodzaju – kiedyś pił z nami a teraz tak klnie na alkohol… Przypadkiem podsłuchałem taką rozmowę… Była dłuższa i nic miłego tam nie padło pod moim adresem…. Było to półtora roku temu i… więcej tam nie poszedłem. Czułem, że więzi się rozpadają… Miałem nawet nieco szalony pomysł, by dwa razy do roku pozwolić sobie na wypicie z ludźmi, których bardzo lubię… ale jakim przypłaciłbym to cierpieniem ? Czy dałbym radę ?  Czy warto ? Oceniłem ryzyko, jako zbyt wysokie i dałem sobie spokój a życie biegło dalej. I wiecie co… pewnie byłoby ok… było, minęło, kropka… ale ciągle utrzymywaliśmy grę pozorów. Uśmiechy, serdeczności, żarty a potem obgadywanie i opluwanie. Ja myślałem, że padnę ze śmiechu ( w pierwszym odruchu ) gdy zobaczyłem jak starszy ode mnie facet, na mój widok chowa butelkę za plecy… Po chwili zrobiło mi się przykro. Podszedłem, przywitałem się i odszedłem. Śpiew i gitary słyszałem z daleka.

Wspomniałem o prawdzie. Prawdzie o sobie i o innych. O mnie jest taka, że wiele osób mnie zwyczajnie nie znosi, za to, że bez pieprzenia mówię, co myślę i jeszcze jakoś mnie tolerowali, gdy byłem kompanem do picia ale gdy już przestałem pić, przestałem dla nich istnieć. Druga rzecz to moje błędy. Zachwyciłem się trzeźwieniem i chciałem tym zarażać ludzi, którzy widocznie się męczyli z piciem, ale zapomniałem jak sam kurczowo trzymałem się butelki… Tak, zraziłem pijących bardzo… Jaka jest prawda o moich pijących znajomych? ( moja prawda – ich może być inna )  Część z nich żyje w błogiej nieświadomości tego, co robią sobie, swoim dzieciom i swojemu otoczeniu, używając alkoholu. Żyją tak i nie chcą dopuścić do siebie faktu, że mogą się mylić. Można powiedzieć, że nic mi do tego i będzie to prawda, ale sami się mnie pytali, podchodzili i chcieli odpowiedzi… rzecz w tym, że chcieli odpowiedzi w rodzaju – wszystko jest w porządku, a gdy słyszeli inne, zgodne z prawdą obrażali się. Wiecie jak to jest przyjemnie spotkać się przy wódce i obrobić tyłek facetowi, który kiedyś z nimi pił a teraz “ma się za lepszego, bo nie pije” 🙂 ? Czysta satysfakcja w polskim stylu.

Dlaczego mówię, że sam sobie niniejsze urządziłem ? Bo postanowiłem zrobić pewien eksperyment. Wysłałem 104 wiadomości z życzeniami. Około 80% do znajomych i 20% do stałych klientów. Potem szybka analiza i okazało się, że odpowiedzieli niemal wszyscy klienci dokładnie 19 osób i około 30 osób spośród 80 “przyjaciół, znajomych, kolegów, rodziny”. Poległem. Okazuje się, że większym szacunkiem cieszę się jako rzemieślnik niż jako człowiek. Teraz co do formy. SMS jest najbardziej podłą formą składania życzeń (według mnie) ale i najszybszą i najskuteczniejszą, więc rad nie rad też z niej skorzystałem. Wiem jednak, że niektórzy nie akceptują takiej formy, więc złapałem za telefon i zacząłem dzwonić. Powiem Wam  – lipa… niemal nikt nie odebrał telefonu i to nie w święta a przed świętami.  Co więcej, spośród tych, którzy nie odebrali, niemal nikt nie oddzwonił… To samo przeżyła moja żona. Powiem Wam, że to było aż dziwne, bo nagle zamilkło tyle osób…. aż za dużo…

Co do zaproszeń… my zapraszaliśmy, nas już nie, pomijając oczywiście rodziców, na których zawsze możemy liczyć. Nikt z zaproszonych się nie pojawił, nie zadzwonił ( z wyjątkiem Ewy – terapeutki ) … słowem cisza…  I w ostatecznym rozrachunku dobrze. Dzięki temu, mogliśmy się przekonać, że możemy polegać tylko na sobie. Mieliśmy okazję, by porozmawiać spokojnie i pobyć trochę razem. Mały dylemat jednak mamy, Zbliżają się pierwsze urodziny Jagódki… i tym razem już nie będziemy nikogo zapraszać – ja przynajmniej nie chcę nikogo na siłę tutaj ciągnąć. Są 29 grudnia i jeśli ktoś chce… chata otwarta.

Wnioski dla mnie są bardzo ważne… próbowałem pogodzić dwa światy – nie da się. Nie będę więcej nawet próbował. Sparzyłem się, odchodzę z jednego z nich.

Na koniec jeszcze dla Mańka wyjaśnienie. Społeczeństwo schodzi na psy…. W jednym obrazku : 

 

a szkoda…

Pozdrawiam serdecznie

Michał

Pomóż innym !! Udostępnij na:

12 komentarzy

  • TataRafał

    27 grudnia 2017 at 19:59 Odpowiedz

    Cześć.
    To jest właśnie mój największy strach,że wszyscy znajomi których mam nie będą chcieli się ze mna spotykać jak przestanę pić. chyba nie mozna mieć jednego i drugiego. Miałem taki czas ,że nie piłem przez rok i mój najlepszy kumpel bardzo rzadko dzwonił czy pisał. Potem wróciłem do picia i wszystko się ulozyło. A teraz sam nie wiem co robić. Jestem rozerwany. Wiem, że pijąc krzywdzę moich najbliższych a z drugiej strony czym wypełnić pustkę po alkoholu?
    Takie mam dylematy.

    • Michał

      28 grudnia 2017 at 08:57 Odpowiedz

      To boli, ale kilka, czy nawet kilkadziesiąt osób nie zwróci Twojego życia, gdy alkohol Ci je zabieże…

    • Piotr

      29 grudnia 2017 at 19:21 Odpowiedz

      Czym wypełnić pustkę po alkoholu? Ja czas, ktory zużywalem na picie wykorzystuje na swoje hobby , na ktore nigdy czasu nie mialem! Przeciez były inne rzeczy do roboty! I tak np. zamiast dzisiaj chlać, bo nawet piciem swojego chlania bym nie nazwał a jutro umierać na kacu, pakuje rzeczy, o 6 rano jade po kumpla do Swidnicy i jedziemy do Czech na narty. Mam czas na chodzenie po górach na jazdę na zlot moim starym autem, mam czas na porządny spacer z dziecmi i psem, czas zeby wyjsc z zona na kolacje itp. To wszystko zabierała mi wódka przez kilka jak nie kilkanaście lat. Tez bałem sie jak to bedzie bez gorzały! A wiesz jak jest? Nie zamieniłbym czasów picia na czasy trzeźwości nigdy w zyciu! nie wazne ilu kolegów mialem wokoło…

  • Piotr

    27 grudnia 2017 at 21:21 Odpowiedz

    Przeżywam dokladnie to samo:-) nikt nie odzywa sie pierwszy ze „ starej” gwardii . A sa to ludzie , ktorych dalej lubie i szanuje, nie wszyscy piją nałogowo, ale wszyscy piją:-) ale wiesz co? I tak wysylam im zyczenia na kazda okazje, bo mysle, ze kiedy wódka przestanie im wystarczać, to niech wiedza, ze mogą sie do mnie odezwac. Teraz razem sie bawią, razem piją a moze za chwile któryś z nich stanie sie takim samym odludkiem jak ja? Oby…
    jest tez duze grono osob, ktore pomimo upływających lat jest ze mna blisko i to cenie najbardziej. A juz ponad wszystko cenie te nowe znajomosci po zerwaniu z nałogiem, bo one sa naprawde szczere…
    Wszystkiego dobrego Michał! Pozdrowienia dla dziewczyn!

    • Michał

      28 grudnia 2017 at 08:59 Odpowiedz

      Piotrek tak to już jest… prędzej, czy później trzeba się będzie z tym pogodzić… Te dwa światy nigdy się nie dogadają…

  • Bartosz

    27 grudnia 2017 at 21:40 Odpowiedz

    pozdrawiam Cię Michał ,mam na imię Bartek i jestem alkoholikiem tak jak Ty i jestem z Tobą 🙂 https://www.youtube.com/watch?v=KJQqAIs1YZM

  • Mia

    27 grudnia 2017 at 22:16 Odpowiedz

    Teraz rzeczywiście wiele się wyjaśniło 😊 Dzięki Tobie uświadomiłam sobie właśnie coś niepokojącego. W tym roku to Ja nie zadbałam o złożenie życzeń znajomym, a nawet wielu członkom rodziny. Dziwne…nie chodzi o to, ze nie chce żeby ludziom dobrze się wiodło! Chyba nie chciałam słyszeć od każdego z osobna ze życzą mi spokoju i radości! Myśle ze niewielu z tych ludzi wie z jakimi wewnętrznymi rozterkami borykam się każdego dnia! Jestem przekonana ze 90% Tych ludzi nie wie, ze ja mam tylko jedno marzenie które sprawi ze każdy dzień (nie tylko te “świąteczne”) będzie radosny, a moja droga do everestow marzeń będzie możliwa. Jak mój mąż kiedyś będzie na takim etapie, na którym Ty dzisiaj jesteś- może uda mi się otworzyć ponownie na drugiego człowieka. Dziś jestem zmęczona…

  • Martyna

    29 grudnia 2017 at 23:00 Odpowiedz

    Przesyłam uściski dla córeczki z okazji pierwszych urodzin! Zdrówka i mnóstwa chichotkow każdego dnia!

    • Michał

      30 grudnia 2017 at 15:28 Odpowiedz

      DZiękuję bardzo w imieniu własnym i jubilatki 🙂

  • m@Niek

    30 grudnia 2017 at 15:31 Odpowiedz

    Już od razu zrypał 😉 😉 😉 Powiedział co miał do powiedzenia i tyle 😉

    A już tak poważnie to fakt jest niezaprzeczalny, że tak jak na tym obrazku tak i w rzeczywistości świat, a raczej ludzie schodzą na psy. Czemu tak jest? Ludzie stali się egoistami, a bezinteresowność przestała istnieć – tak ja uważam. Inną sprawą jest to, że dajemy się manipulować (o czym pisałem trochę tu https://man-el.viktorianie.pl/2017/12/20/zdrowy-egoista/ ). I tak to połączone w całość tworzy nasz dzisiejszy świat.

    A z tym, że ludzie po zaprzestaniu picia się odwracają to mógłbym również dużo pisać. Tak w skrócie powiem, że na początku byłem za to zły na cały świat, a teraz mam to brzydko mówiąc w du..e. Jakoś przestało mi bardzo na tym zależeć. Tak jest i tego nie zmienimy – musimy żyć tak aby samemu być szczęśliwym a reszta… no cóż.
    Wczoraj sobie uświadomiłem, że kompletnie nikt nie zadzwonił do mnie i nie zapytał co robię w Sylwestra i.. kilka lat temu siedziałbym i kwiczał jaki to jestem beznadziejny, że nikt mnie nie chce, a dziś… a dziś szukam miejsca z którego będzie widać całe miasto nocą…

    Wszystkiego dobrego w Nowym Roku Wam Życzę !!!!

  • Bartosz

    1 stycznia 2018 at 15:05 Odpowiedz

    Kiedy piłem było mi źle ,wyobrażałem sobie wtedy że jakbym tylko przestał pić (w co nie wierzyłem) było by dobrze. Dziś nie pije prawie rok i nie jest mi dobrze, a zarazem wiem że jakbym wrócił do picia to byłoby jeszcze dużo gorzej. Gdzie w takim bądź razie szukać komfortu ,kiedy na nic głowa nie reaguje tak jak powinna reagować?:(

  • Ilona

    2 stycznia 2018 at 12:15 Odpowiedz

    Bloga znalazłam przez przypadek, szukałam aktualnych wypowiedzi żon alkoholików,a widząc nazwę walczący alkoholik nie mogłam tutaj nie zajrzeć. Ile ja dałabym żeby nazwać męża walczącym… Jesteśmy od paru-nastu lat razem, a parę lat po ślubie. Nie miałam nigdy doczynienia z alkoholizmem aż do pewnego momentu… Jeszcze dwa lata temu łudziłam się,że jestem w stanie coś zrobić,zawalczyć o Niego,o Nas, kolejny rok pokazałam mi jak bardzo byłam naiwna.
    Właśnie zakończył się kolejny rok, w którym moja druga połówka nie zrobiła nic. Wcześniej była terapia zamknięta, wszywka która dała nadzieję..widomo na chwilę,ale rok który właśnie dobiegł końca zero,z wyjątkiem obietnic, rozmów, które nie miały pokrycia,w którym prawie zakończyliśmy bycie mężem i żoną,kolejna szansa,która nie dała nic…
    Najbardziej denerwuje mnie fakt wynajdowania problemów i denstrukcyjne myśli, wystarczy za dużo słońca,za mało słońca, chęć posiadania więcej niż mają inni,zamiast uciecha z tego doczego doszliśmy iiii koledzy. Osoby, które są zawsze najlepszym towarzystwem do picia,a kiedy coś się stanie, trzeba pomóc znikają i tak też by było gdyby ostatecznie przestał pić. Koniec tego roku uświadomił mi,że jeżeli nadal tak ma wyglądać moje życie to czas zawalczyć o sobie.
    Żebym nie wiem co robiła bez Jego chęci tak naprawdę nie mogę zrobić nic…
    Mam świadomość,że komentarz w 100% nie jest w temacie posta,dlatego jeżeli komoś uraziłam lub nie powinnam tutaj pisać, proszę wybaczyć,a moją wiadomość po prostu wykasować. Chciałabym żeby mój mąż przeczytał tego bloga, bo kto inny zrozumie Jego osobę lepiej… Miłego dnia i korzystając z okazji szczęśliwego Nowego Roku.

Post a Comment

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial