Kolejny krok wstecz.

Popełniłem wielki błąd. Kiedyś policzyłem, że przepiłem cztery lata życia. Cztery lata nie było mnie. Byłem pijany. Fizycznie pijany. Gdyby doliczyć więzienie – nie było mnie 5 lat. Rzeczywistość jest smutniejsza. Te cztery lata byłem fizycznie pijany, jednak psychicznie byłem pijany przez 15 lat. Gdy kilka lat temu zacząłem odzyskiwać trzeźwe myślenie, zachłysnąłem się nim. Wielkie możliwości… Sporo umiejętności manualnych, nie mała wiedza z wielu dziedzin, pozwoliły mi rozkręcić się w żywiole majsterkowania i zacząłem na tym całkiem nieźle zarabiać… ale… no właśnie ale… sam nie wiem, jak to się stało, lecz zacząłem nadrabiać na siłę te stracone lata. Nakładałem na siebie coraz więcej obowiązków, zupełnie nie dbając o konsekwencje dla swojego trzeźwienia…. i popłynąłem. Nie fizycznie. Nie zacząłem pić ( jeszcze ) ale psychicznie… Sklep internetowy, regeneracja sprzętu audio, geodezja, praca w ośrodku i praca z uzależnionymi po za ośrodkiem… Za dużo. Przez pewien czas to wytrzymywałem, sprawiało mi to satysfakcję, (patrzcie ile ja potrafię ! ) lecz w końcu przekształciło się w przymus. Pojawili się liczni klienci, dokonywałem coraz większej ilości transakcji i przyjmowałem coraz więcej zleceń, przez co stawałem się coraz bardziej obarczony obowiązkami. Pojawiały się coraz to liczne “muszę”. Muszę zrobić, muszę spakować, muszę wysłać. Zaczęło brakować czasu dla siebie, dzieci, żony, domu. Pojawiły się pieniądze a zniknęło życie. Ktoś kiedyś powiedział, że najbiedniejsi są ci, którzy mają tylko pieniądze i miał rację. Owszem są bardzo ważne w naszej rzeczywistości ale nie mają związku ze szczęściem. Są w stanie chwilowo rozweselić, pobudzić emocje, zmotywować do działania, lecz na dłuższą metę nie dają nic.

Świat kusi dostępnością wielu towarów. Sprzedaje się marzenia w postaci wycieczek, drogich hoteli, restauracji, ubrań, pojazdów, a nawet “nowego” wyglądu.  Reklamy kuszą możliwościami nowych telewizorów, laptopów i telefonów. Mało kto jednak potrafi zadać sobie pytanie – czy jest mi to do życia potrzebne ? Czy da mi to szczęście, czy tylko skonsumuje mój czas ?

Ja zacząłem wielką pogoń. Od lat miałem kompleksy, że zarabiam mało, że nie potrafię zapewnić moim bliskim tego wszystkiego, co mają moi zamożniejsi znajomi. Gdzieś tam po cichu zazdrościłem im, że mają takie a nie inne możliwości, dzięki pieniądzom, więc gdy poczułem, jak duże mam możliwości, ruszyłem w pogoń. Bez pieniędzy, bez doinwestowania, bez kredytów, bez kasy unijnej…. od zera… a właściwie poniżej zera, bo z długami. Ciągle kombinowałem “jak zrobić pojazd kosmiczny młotkiem i przecinakiem”. Nieprzespane noce i całe dnie spędzone w warsztacie zaczęły odciskać piętno na mnie i na moich relacjach z bliskimi. Kasa, inwestycje, zlecenia – praca …. to stało się moim celem nadrzędnym. Na początku cieszyło mnie to a każda pochwała od kontrahenta napawała mnie radością i dumą. To trwało jednak tylko chwilę. Przestawało wystarczać, więc szedłem w kolejne usługi, w kolejne produkcje… i zacząłem się cofać. Pojawiła się drażliwość i chęć ucieczki. Wstawałem co rano z bólem stóp, nadgarstków i kręgosłupa. Wstawałem i zacząłem coraz dramatyczniej zadawać sobie pytanie… po co mi to ? I wcale nie chodziło o pracę…. po co mi to życie ? Żona gdzieś się odsunęła… kontakty ograniczyły się do niezbędnego minimum. Przestałem dzwonić do przyjaciół, przestałem odbierać telefony…. bo przestałem nosić telefon przy sobie. Zacząłem się bać wchodzenia na skrzynkę mailową… bo cały czas byłem bombardowany nowymi zleceniami, ofertami… czy ponaglany w jakiejś sprawie. Spokojne trzeźwienie zamieniłem sobie w kierat. Wlazłem do kółka i zacząłem biec jak chomik… koło się kręci, kasa się sypie a mi wysiada cały organizm. Niestety nie mam środków na to, by kogoś zatrudnić…. zresztą skoro jedyny w kraju odnawiam płyty czołowe odbiorników audio, to skąd wezmę fachowca ?  Pojawiły się myśli, by to rzucić, by iść “gdzieś na etat” ale gdyby tylko wyniuchał mnie komornik, to zabrałby mi wypłatę…. tylko jako osoba współpracująca w firmie żony mogę legalnie zarobić na rodzinę, bez obawy, że mój zarobek zabierze komornik. Stałem się niewolnikiem długów, które powstały po wypadku i na skutek chorób. Marzę o automatyce, o inwestycjach, o rozwoju a ledwo zipię… ot tak… kilkaset tysięcy i “wszystko byłoby pięknie” – ja jednak nie zdołam w pojedynkę wypracować takich pieniędzy, więc poddałem się…. ale zanim się to stało,  wpieprzyłem się w spiralę pracoholizmu i zacząłem iść na dno.

Pojawiły się objawy zakupoholizmu. Wróciła nałogowa regulacja uczuć pt. kupię coś do warsztatu, to poczuję się lepiej. Tylko, że zauważyłem, że każda nowa inwestycja już mnie tak nie cieszy jak poprzednia. Przychodzą przesyłki a ja je otwieram czasami po tygodniu, bo przecież wiem co tam jest i teraz nie będę tego używał. Moje myślenie stawało się coraz mniej logiczne. Zaczęły przeważać utopijne poglądy. Wróciła złośliwość, nadmierna złość i coraz częstsze poczucie, że do niczego się nie nadaje. Podeptałem wszystkie zalecenia dla trzeźwiejących alkoholików, uznając że już mi wystarczy, że już stały się nudne i niepotrzebne po takim czasie. Błąd. Wielki błąd. Pijane myślenie włączyło się sam nie wiem kiedy. Na powrót stałem się suchym alkoholikiem, bo mimo iż ciało nie pije – to umysł chleje jak pustynia szczyny…  Mówiłem sobie – jeszcze kilka miesięcy, jeszcze kilka maszyn kupię, jeszcze to ulepszę, jeszcze coś poprawię… ale nie tędy droga.

Seksu niemal zero. Wyjść z domu niemal zero. Bezpośredniego kontaktu ze znajomymi i przyjaciółmi niemal zero. Tylko interesanci. Coś chcą – dzwonią. Nie chcą nic – milczą. Na dzwoniący telefon zacząłem reagować w stylu “czego kurwa chcesz” i jak ten psychopata z filmu “Przekręt” uprzejmie prowadziłem kolejne rozmowy. Popierdoliłem wszystko to, co miało i było dla mnie najważniejsze. Pora z tym skończyć i wrócić do podstaw. Ostatnie moje aukcje internetowe kończą się w przyszłym tygodniu. Więcej ich nie będzie. Nie podejmę żadnego nietypowego i pracochłonnego zlecenia. Pracę ograniczę do max 10 godzin dziennie i tylko w dni robocze… dużo ? Obecnie średnio pracuję 14-15 godzin każdego dnia, z niedzielami włącznie.. Być może na tym stracę finansowo, choć nie koniecznie. Na pewno zaś wrócę na ścieżkę trzeźwienia…

Kolejny rok w plecy ? Nie… nie koniecznie. To doświadczenie. Bolesne i uwierzcie mi – jedno z gorszych jakie pamiętam ale ważne. Wyciągam wnioski i wprowadzę zmiany. Wygaszanie potrwa do końca roku a zaczyna się już dzisiaj.

Pozdrawiam

 

Michał

Pomóż innym !! Udostępnij na:

No Comments

Post a Comment

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial