Mam tę moc, mam tę moc… :P

i znów zarzygałem koc…. Tak można ironicznie dokończyć tą piosenkę, gdy patrzy się na zapijających po raz kolejny alkoholików…

Przyszła jesień a na północy już czai się zima. Mało słońca, krótkie dni i bardzo długie noce. Nuda, depresja…. pijaki płyną aż miło…  Słucham od jakiegoś czasu o kolejnych zapiciach, wśród znajomych i powiem Wam, że na początku się martwiłem a potem, pomyślałem – macie to, do czego sami doprowadziliście…. Jeszcze później zacząłem ciche zakłady z samym sobą pt. “Kto teraz zachleje ? ”  Brzmi to, jakbym zupełnie olał tych ludzi, jakbym z nich szydził. Robię to jednak w myśl prostej zasady. Zrobiłem, co mogłem – a co zrobili oni ? NIC. Przecież za nich nikt nie wytrzeźwieje ! Sami muszą o własne zdrowie zawalczyć. Niedawno pisze mi dziewczyna… “tak sobie pomyślałam, że oprę się na tobie “. W jej wyobrażeniu, to ja miałem za nią trzeźwieć i stać na straży jej abstynencji ! Chłopak wychodzi z terapii i po kilku miesiącach pije piwo, mówiąc przy tym, że go nie ciągnie i że to “tylko jedno”…. już odpłynął… Pamiętam jeszcze z czasów mojej terapii dziadka, który “tylko oglądał ajerkoniaki w sklepach” i “wcale go nie ciągnęło”, bo on nigdy ajerkoniaku nie pił… Dziadek już nie żyje… Facet z hemoroidami przełyku pije piwo na kajaku, na j. Solińskim…. tonie – taką podano przyczynę zgonu… i dobrze podano, tylko że on utonął we własnej krwi, gdy żylaki pękły !

Wrócę do żyjących. Tamci, po drugiej stronie mają już spokój a my tutaj mamy jeszcze coś do zrobienia… Powiem Wam, że gdy słyszę od pijaka, że u niego, czy u niej “wszystko świetnie, zero głodu i wszystko do przodu” – włączam stoper i patrzę, jak długo pociągnie. Jeszcze się nie pomyliłem, co do tego że się napije a tylko z czasem źle obstawiałem. Dlaczego tak reaguje ? Bo w życiu trzeźwiejącego alkoholika nie ma być miodu i skwarek. Ma być pod górkę – chujowo ale stabilnie 🙂 Zanim wyleziesz z tego bagna na swój szczyt, masz się napracować !  To jest normalne, gdy się wstaje na nogi po latach picia. Alkoholicy zaś wyobrażają sobie, że oto kończę terapię ( 1 miesiąc !!!!!! ) i już nic mi więcej nie trzeba. Już wszystko wiem, już ze wszystkim sobie poradzę ! Już mnie alkohol nie zaskoczy ! Już się nie dam… O takiego wała… Mnie po latach nadal zaskakuje czasami. Tyle sposobów na jakie próbował się do mnie dobrać, było kiedyś nie do wyobrażenia. Co można po miesiącu terapii zamkniętej ? Można być zmotywowanym, odtrutym i można posiadać niezbędną wiedzę, by…. leczyć się dalej !!!! Jeśli myślicie że po miesiącu, dwóch lub trzech jesteście zdrowi, to… słów brak…  Kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt lat picia czasami jest za Wami, a Wam się wydaje, że teraz po kilku tygodniach wszystko wróci na dobra tory ?! Te kilka tygodni jest bardzo potrzebne. Być może kluczowe, dla Waszego “żyć lub nie żyć” ale to jest początek. To jest rozruch trzeźwego myślenia, po latach niebytu. Może się Wam to nie spodobać, ale Wy o tym nie wiecie, że jesteście pozbawieni dużej części logicznego myślenia. Nie potraficie pogodzić się z prawdą o sobie. Widzieliście pewnie na terapii trójkąt potrzeb Masłowa. Ale nie wiecie jednego. Jak mówi Robert Rutkowski w książce-wywiadzie, u was w podstawie trójkąta jest alkohol a cała reszta trójkąta jest już wtórna. Logika pijaka nie ma więc nic wspólnego z logiką zdrowego człowieka, bo potrzeby pijaka zaczynają się od C2H5OH zamiat od jedzenia, spania, wody, seksu…

Niedawno popłynęła mi dziewczyna, o którą usiłowałem się troszczyć. Gdy opuszczała ośrodek, byłem w miarę optymistycznie nastawiony, co do jej przyszłości, ale tylko kilka dni. Mieliśmy się spotkać, na kawie, porozmawiać po za murami o jej dalszym leczeniu. Nie doszło do tego. Podała mi jakieś tam powody… a ja wiedziałem, ze z tego nie będzie nic. Bo jeśli dla pijaka są powody, by się przestać leczyć, to już właściwie alkohol wygrał. Ja i tak byłem pełen ironicznego podziwu dla niej, że wytrzymała kilka miesięcy. Sam sobie nie wyobrażam jak bardzo cierpiała ze swoim głodem. Wyobrażacie sobie kilka miesięcy na ostrym głodzie ??? Ja nie. Nie dałbym rady. Jest metoda na głoda – parafrazując reklamę… i to nie jedna, ale trzeba te metody stosować a dziewcze szło sobie w zaparte, mając moje słowa za nic, swoją wiedzę teoretyczną za nic, swoje doświadczenia z alkoholem również za nic. Nie będę wdawał się w detale, lecz w końcu gdy pękła, za powód swojego picia, podała wiele rzeczy… ale nie swój problem alkoholowy i fakt, że przerwała leczenie. Była przy tym agresywna i broniła “faktu”, że ktoś coś spieprzył i przez tego kogoś ona pije… To weźmy to na trzeźwą logikę… W punkcie wymiany opon źle wyważają mi koła. Wjeżdżam na autostradę i więcej jak 90 nie pojadę, bo mi się całe auto trzęsie… a tutaj 600 km autostrady…. Co robię ?  Wpadam w szał ? Klnę na swój los i całe spieprzone życie ? Wyzywam wszystkich oponiarzy od kurew i szmat ? NIE…. Szukam serwisu albo jadę prawym pasem i mam to gdzieś… To są tylko ludzie… mogą się pomylić. Moja koleżanka zaś, z jakiegoś powodu uznała, że coś jej się od życia należy…. W gruncie rzeczy, od życia należy nam się tylko śmierć. Na resztę musimy sobie zapracować. To jedno, a drugie… i powiem to z własnego doświadczenia – gdy tylko zaczynam szukać szczęścia po za sobą, w majątku, w dobrobycie itp… – ginę ! Nie ma szczęścia w posiadaniu rzeczy. Szczęście może być tylko w nas samych.

Czasami mnie pytają… kiedy skończyć leczenie ? To trudne pytanie, bo nie ma terminu, który można określić z kalendarza. Czasami będzie to trwało już do końca życia, czasami kilka lat wystarczy, by stanąć na nogi i rozluźnić więzi terapeutyczne. Znam też ludzi, którzy po kilku miesiącach leczenia całkiem fajnie funkcjonują przez lata, ale to są cechy indywidualne ! O terminie zakończenia terapii powinien zadecydować DOBRY terapeuta w porozumieniu z pacjentem a nie pacjent.

Uff…

Michał

Pomóż innym !! Udostępnij na:

5 komentarzy

  • Mia

    3 grudnia 2017 at 10:33 Odpowiedz

    Tytuł idealnie oddaje treść tego posta.

  • m@Niek

    3 grudnia 2017 at 22:58 Odpowiedz

    Czytając ten tytuł mi na myśl przyszła piosenka Happysad – “Z pamiętnika młodej zielarki”
    “I znowu zamieszanie na chacie
    I znowu zarzygane żółcią szmaty
    Znowu tępa próba żyletki
    Znowu wpierdol od taty”

    To, że alkohol jest wrogiem podstępnym, przebiegłym i cwanym mogłem się przekonać na własnej skórze. To, że walka z nim musi być każdego dowiedziałem się dopiero całkiem nie dawno, ale co chyba najważniejsze da się z tym żyć, ba nawet żyć szczęśliwie. To nie jest wyrok na życie do dupy. Ale po kolei.
    Nie wiem czy już to pisałem czy nie, ale jakiś tam czas temu gdy stwierdziłem, że mam problem z alkoholem poszedłem na AA. Grupa była bardzo fajna, ale ja nie potrafię przynależeć do grup – bardzo szybko mnie to zaczyna męczyć, irytować i w konsekwencji rezygnuję. Zaopatrzony w literaturę AA + podstawowe wiadomości zacząłem “nowe” życie. Następnych naście miesięcy chodziłem “trzeźwy” i tak to trwało około 4 lat. Po tym czasie nie wiem dlaczego skusiłem się na jedno piwo, a później na drugie. Ten wróg uśpił nie tylko moją czujność, ale i czujność mojej rodziny. Bardzo szybko wróciły zakrapiane weekendy. Nawet uważałem że wszystko kontroluję (dobrze wiedziałem, że i po 20 latach ludzie wracają do picia i często właśnie wtedy zapijają się na śmierć – przecież miałem literaturę, którą dokładnie przeczytałem). To wszystko do pewnego momentu w którym ja już przestałem myśleć i zaczął to robić nałóg…. Wrrrr
    Mija juz jakiś czas kiedy skończyłem terapię… Nie piję, trzeźwieję i wiem, że teraz nie wypiję, a co będzie jutro to nie wiem. Wiem, że kiedy zaczynam myśleć o alkoholu to jest to rodzaj głodu, nie nakręcam się tylko zatrzymuję się żeby pomyśleć co go spowodowało. Dzisiaj powoli zauważam zmiany w moim myśleniu – jest to bardzo powolny proces ponieważ nie chodzę ani na AA, ani nie szukałem terapeuty na miejscu – tak mam i koniec. Utrzymuję stały kontakt z “moją” terapeutką z terapii 😉
    Niestety nie jest łatwo, ale nikt mi nigdy nie obiecywał, ani nie mówił, że będzie łatwo.
    Nie chcę tu więcej pisać co robię czy co już udało się zrobić bo nie chcę żeby zostało to odebrane jako gwiazdorzenie, wiem, że jeszcze czeka mnie dużo pracy, dużo ciężkiej pracy. Wiem, że nie raz będą upadki i wzloty, ale nie można siadać na laurach. Staram się raczej mało o tym mówić i nawet pisząc często kasuję to w obawie, żebym nie poczuł się nad zbyt dobrze i pewnie ponieważ żartów nie ma. Widziałem już takie upadki i nie chciałbym być jednym z nich…

    Staram się również utrzymywać kontakt z ludźmi z którymi byłem na terapii. Na początku dzwoniłem dość często z czasem (jak to w życiu) rzadziej, ale kontakt był. Wielokrotnie mówiłem, że jeżeli kogoś coś męczy niech zadzwoni bo może te 2 minuty rozmowy zmienią, że nie pójdziemy do sklepu i… NIgdy takiego telefonu nie odebrałem. Wiem, że wpadki się zdarzyły,a le nigdy nikt nie zadzwonił przed…zawsze po… Na początku byłem zły bo przecież może mogłem pomóc, nawet raz prawie wbiłem sobie do głowy wyrzuty sumienia, że gdybym tego dnia zadzwonił to bym coś zmienił, a zadzwoniłem dwa dni później. Przeszło mi… Dlaczego? Przecież gdyby X,Y czy Zet chciał pomocy to by zadzwonił, pogadał (jak pijak z pijakiem 😉 ), ale jej nie chciał nie potrzebował. W chwili w której to piszę jest tysiące ludzi z “urwanym filmem”, miliony przy kieliszku i ja do nich wszystkich nie zadzwonię, nie pogadam, moja rozmowa nie pomoże.
    Teraz myślę bardziej jak egoista – jestem JA, a Wy wiecie jak mnie szukać jak potrzebujecie pogadać 😉 😉 😉

    • Michał

      3 grudnia 2017 at 23:24 Odpowiedz

      Dzięki Maniek. Dziękuję, bo to sprawia, że przestaję wątpić w to, co robię…. a czasami wątpię..

  • m@Niek

    4 grudnia 2017 at 12:24 Odpowiedz

    Cała przyjemność po mojej stronie 😉 😉 😉
    Nie ma co wątpić w to co się robi. Akurat ostatnio nad tym wszystkim się zastanawiałem, albo nie o tych wątpliwościach napisze Ci jako wpis do bloga 😉 😉 😉 😉 Niedługo otrzymasz 😉

  • Bartosz

    4 grudnia 2017 at 21:01 Odpowiedz

    Powiem wam chłopaki ,że mnie po pierwszych kilku miesiącach ogarniała frustracja lekka że chodzę na mityngi dosyć sporo względem możliwości i czasu, a zarazem troche jestem zawiedziony tym ile mogę dostać takiej pomocy (interwencyjnej) od współbraci, w sensie mało co do wyobrażeń. Aczkolwiek wzięło się to pierwsza rzecz najniedorzeczniejsza z przewidywań a nie z doświadczenia. Natomiast przedewszystkim to sobie uświadomiłem że nie można dać czego się samemu jeszcze nie ma ,a trzeźwiejący nie pijący alkoholik myśle pewnych rzeczy nigdy mieć nie będzie. Powiem Ci Michał że Twoja stronka jest moim zdaniem służbą drugiemu alkoholikowi w materii również tej wcześniejszej która w moim odczuciu jest najbardziej zaniedbywana w kwestii niesienia posłania czyli w tej materii poza światem “Zdeklarowanego” AA. Pozdrawiam wszystkich, i Pogody ducha.

Post a Comment

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial