Wykluczenie.

Dzisiaj wesoło nie będzie. Jest mi przykro. Nie po raz pierwszy odkąd przestałem pić doświadczam wykluczenia, ale tym razem ze strony, której się nie spodziewałem. W zeszłym roku zwróciłem uwagę, że gdy wchodziłem wśród znajomych pijących zapadała cisza… „Pił z nami, siedział z nami, a teraz się mądrzy jakie to picie złe”… Przestałem się odzywać na ten temat. Pojąłem, że nie zrozumieją nigdy o co mi chodzi. Wśród większości osób, które znam pojęcie alkoholizmu jest dalekie od rzeczywistości. Podobnie jak większość społeczeństwa uważają, że alkoholik to osoba bez pracy, bez pieniędzy, często bez dachu nad głową. Nie dociera do nich to, że pijakiem, narkomanem może być każdy, bez względu na status społeczny. Już rok temu czułem się czasami odrzucany a teraz… właściwie czuję, że straciłem większość dawnych znajomych. Czy to ich wina ? Nie… nie uważam tak.  Nasze znajomości w zbyt dużej mierze opierały się na wspólnych zabawach przy alkoholu i kiedy go zabrakło, okazało się, że nie ma zbyt wielu podstaw, by się dalej zachodzić i spotykać. Zostałem też wielokrotnie skrytykowany, za to co piszę. „Po co on wystawia do wiadomości publicznej to, co się dzieje z nim i w jego rodzinie ?” A ja się pytam – czy mam się czego wstydzić ? Czy prawda powinna być skrywana przed innymi ? Niedawno jakaś sfrustrowana kobieta zaatakowała mnie wręcz chamsko, sugerując, że za takie teksty pobiłaby mnie zwyczajnie… Uśmiałem się najpierw a potem zacząłem nad tym myśleć… Ile tracę pisząc tego bloga a ile zyskuję? Wyszło, że jednak zyskuję, więc piszę dalej 🙂  Ciekawym jest fakt, że 80% ludzi, którzy doceniają moją pracę, to osoby nieznajome, lub takie z którymi nie utrzymuję regularnego kontaktu. Spośród znajomych i rodziny to tylko kilka osób, myślących logicznie, naukowo i trzeźwo. Reszta okazała się być typowym polskim zaściankiem. Pozamiatać pod dywan, nie mówić o problemach, tuszować je, uprawiać dulszczyznę każdego dnia. Heh, to teraz może mi się dopiero oberwać – ale teraz już nie mam nic do stracenia – już straciłem i wystarczy. Mówiąc prawdę nie przewidziałem takiego obrotu sprawy. To taka mieszanka zazdrości i niezrozumienia. Sporo moich byłych już znajomych zwyczajnie liczyło na to, że prędzej czy później wrócę do picia a ja im pokazałem wielkiego wała i zamierzam go pokazywać do końca swojego… nie nie swojego… do końca ich życia. Czytając książkę „Od zwierząt do bogów” coś we mnie zaskoczyło w tej kwestii. Stworzyliśmy grupę, która identyfikowała się ze wspólną zabawą i między innymi alkoholem. To coś, jakbyśmy mieli jedną wiarę i chodzili do jednego kościoła. Ja tymczasem zmieniłem wiarę i zmieniłem kościół, więc zostałem odrzucony. To jakbym był kibicem Cracovii i nagle zaczął kibicować Wiśle… To się nie mogło udać…

Pewnie jeszcze nie jeden przewrót mnie czeka w życiu towarzyskim. Już się nawet zacząłem zastanawiać, czy się nie wpisać w struktury AA i tam szukać nowych znajomości… tylko czy trzeba mi tego na siłę ? Chyba nie. Co prawda nie czuję się z w obecnej sytuacji zbyt dobrze, lecz w gruncie rzeczy nie potrzebuję już imprezowego towarzystwa, w wydaniu alkoholowym. To takie monotonne i nudne. Usiądźmy razem i ućpajmy się wódką po to, by potrafić ze sobą porozmawiać „normalnie”. Popsujmy sobie mózgi, byśmy byli w stanie zatańczyć i śmiać się. O zdrowych i trzeźwych relacjach nie ma sensu nawet myśleć. Wszystko musi się kręcić wokół trucizny zmieniającej świadomość i uwalniającej od wstydu. Czy ja potrzebuję takich właśnie znajomości ? Nie… choć było mi przez chwilę przykro, to jednak nie. Nie mam ochoty czuć się jak piąte koło u wozu. Od dłuższego czasu widzę, że mam do czynienia z ludzkim upośledzeniem, które nie pozwala bawić się i cieszyć życiem na trzeźwo. Monotonne i ciągle powtarzające się pijaństwo stało się rytuałem, dzięki któremu oni potrafią się bawić. Ja tego nie potrzebuję. Pijany nie ustałbym na desce windsufingowej, co wczoraj właśnie robiłem. Po raz pierwszy w życiu udało mi się na niej dopłynąć do celu ! Chwiejnie i niepewnie ale jednak !

Po co to dzisiaj piszę, można by się zapytać ? Pewnie po raz kolejny chcę się wywyższać nad kimś tam… Nie… nie taki jest mój cel i zamysł. Jest mi żal wielu z tych znajomości i jest mi przykro, że spadłem gdzieś na margines wśród ekip, z którymi kiedyś „konie kradłem” a nawet je tworzyłem. Mam też świadomość, że nie potrafię inaczej utrzymać abstynencji, jak tłumacząc sobie, że można bawić się bez wstydu na trzeźwo. Jeśli ktoś z nich to przeczyta, to posypią się na mnie gromy. Oczywiście za plecami, no chyba że po alkoholu, to i oficjalnie.

Powiem Wam, że nie spodziewałem się, iż dojdzie do tego i był to mój błąd. Jednak, gdy położę na wagę tą małą grupę trzeźwych i trzeźwiejących ludzi ludzi (która rośnie w ilość i  siłę) i tą całą wielką pijącą ekipę, to trzeźwi mimo mniejszości przeważają, a co więcej nie są grupą zamkniętą. Pijaków więcej do siebie nie dopuszczę, bo po co ? Trzeźwiejących i trzeźwych jak najbardziej. Wnioski ? Nie ma czego żałować i trzeba żyć dalej. Śmieję się, czasem pod nosem, że przeszedłem na jasną stronę mocy i chciałem trochę na siłę ciągnąć za sobą innych. To się nie mogło udać. W pewnym sensie sam sobie jestem winien ale nie miałem wyjścia. Tak przy okazji zweryfikowałem pojęcie przyjaciela…

Na koniec coś co mi się rzuciło w oczy w sieci. Zapamiętajcie sobie bo dobre jest 🙂 

Pozdrawiam wszystkich trzeźwiejących i walczących o własne zdrowie. Jeśli potrzebujecie pomocy, zapraszam do Hoczwi 

Michał.

Pomóż innym !! Udostępnij na:

No Comments

Post a Comment

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial