Upadki i wzloty…

Heh… nieciekawie się dzieje czasami ze mną… Przemęczenie dało mi się we znaki, ale nie tylko. Straciłem wiarę w sporą część ludzi. Gdybym powiedział, że zawiodłem się, to jakbym splunął na to. To nie zawód, to porażka całego mojego sposobu myślenia o ludziach i świecie w jakim przyszło mi żyć. Z jednej strony bardzo chcę pomagać uzależnionym i współuzależnionym a z drugiej strony, coraz więcej ciemnych stron tej pasji ujawnia się przede mną. Nie raz mówiłem, że ile ludzi, tyle światów. Ile spojrzeń, tyle różnych wizji na temat tego samego otoczenia. W moim świecie kilka skrajnie różnych spojrzeń skrzyżowało miecze i doszło do wojny. Trochę mi się już teraz chce śmiać z tego… źle – nie z tego a z siebie. Wykazałem się naiwnością ufając ludziom i musiałem odcierpieć swoje. Stałem się na chwilę narzędziem rozgrywek skrajnie różnych interesów i po raz kolejny w życiu, będąc zupełnie bez winy dostało mi się po grzbiecie. Dobrze, że jak to mówią, dupę mam już wystarczająco twardą na takie ciosy, więc z biedą, ale poradziłem sobie i z tym. Powiem teraz coś bardzo nieterapeutycznego i cholernie zarozumiałego. Pojąłem, że jeśli nie zrobię czegoś sam, to nie będzie to dobre. Gdy tylko wpuszczam do swojego świata obcych ludzi i staram się im zaufać, kończy się to rozczarowaniem i cierpieniem. Większość bowiem po krótkim czasie zaczyna załatwiać sobie swoje sprawy przy mojej pomocy, usiłując na mnie zepchnąć gówniane tematy. Skończyło się. Ja też potrafię niezłe rozgrywki ustawiać, ale po wielu latach robienia tego, gdy przestałem pić, postanowiłem być zwyczajnie uczciwy i rozsądny. Pytanie więc, co nakazywała mi ta uczciwość i rozsądek ? Ano to, co robię od dłuższego czasu – pomagać tym, którzy tej pomocy chcą. Przyszła jednak pora, by pomyśleć o sobie i pseudo przyjaciołom oraz innym “interesantom”, chcącym moim kosztem coś sobie ugrać,  powiedzieć słodkie i uprzejme – walcie się – nie jesteście ani tacy bystrzy, ani na tyle inteligentni, ani na tyle sprytni, żeby się na was nie poznać.  Prawda co do waszych zamiarów i słabości ma to do siebie, że prędzej czy później gdzieś tam sobie wypływa. Czasami wystarczą strzępy informacji, spływających z wielu źródeł, by zbudować obraz, który usiłujecie ukryć. Jeśli więc nie chcecie wyjść z nałogu a jedynie coś tam sobie poudawać, zakombinować, ugrać – szukajcie gdzieś indziej.  Jeśli zamierzacie się ze mną kłócić, negować, zaprzeczać, kłamać – nie tędy droga.  Ja pragnę spokoju. Nie na świecie, nawet nie w moim mieście. W sobie. Pewnie się zastanawiacie skąd niby te moje “strzępy informacji” wypływają, więc powiem otwarcie i publicznie. Na szczęście, na świecie żyją też uczciwi i prawdomówni ludzie… a wy.. no cóż paplacie… mówicie o swoich wyczynach gdzie popadnie i komu popadnie a potem się dziwicie skąd ja wiem… jak dzieci w przedszkolu…

No dobra ponarzekałem sobie trochę, pokpiłem i celowo, z premedytacją, zrobiłem to nieco enigmatycznie. Nie ukrywam, że właśnie walnąłem w stół i poczekam sobie spokojnie aż przysłowiowe nożyce się odezwą. Aktorami też jesteście na szczęście marnymi, więc pójdzie to teraz bardzo szybko…

Wiem, że mam grupkę fanów, którzy czytają bloga regularnie, więc kilka słów dorzucę co do swojego trzeźwienia 🙂 Lipa ! Kurde jedno słowo mi wyszło, które określa wszystko. Nie piję, ale się zatrzymałem… mogę sobie tutaj zwalić winę na innych – zostałem zatrzymany, lecz nie o to chodzi. Zatrzymałem się, by po raz kolejny nieco zmienić punkt widzenia na pewne sprawy. Dotąd patrzyłem, na nie ze środka i przez system wartości, który uważam za właściwy. Teraz na pewne tematy i osoby będę patrzył z zewnątrz, wyłączając zaufanie. Czy to będzie dobre ? I tak i nie. Dobre to będzie dla mnie, bo moja trzeźwość chwieje się w posadach a nie mam nic cenniejszego do stracenia. Złe, bo znów zacznę cedzić ludzi przez grube sito, (wbrew swoim wewnętrznym ideałom)  które roboczo nazwałem – pierwsza wtopa. Czyli raz spróbujesz mnie oszukać, lub okłamać… tylko raz… po tym spadasz i nie mamy o czym rozmawiać. Szkoda mi czasu na takie gierki.  Dzięki zmęczeniu psychicznemu i fizycznemu przechodzę właśnie silny nawrót choroby alkoholowej. Jak już mówiłem, nie piję i nie mam zamiaru się napić, ale męczy mnie. Muszę tutaj części z Was podziękować za wsparcie i ukłonić się nisko. Wiele ciepłych słów spłynęło do mnie, gdy dowiedzieliście się o moim kryzysie. Jesteście wielcy – Wy, którzy cenicie sobie czystość, pogodę ducha i prawdę. Czwarty rok mojego trzeźwienia zawdzięczam w pewnej części i Wam. Ten blog na początku był jedynie formą autoterapii, którą przeprowadzałem na sobie, lecz dzięki czytelnikom stał się też źródłem motywacji dla mnie i tutaj wielki ukłon w Waszą stronę moi drodzy. Czasami spotykam się już z niedowierzaniem – niby jak to ty masz mieć problem z głodem ? z nawrotem ? i załamujesz się ? i depresja ? Tak, tak… nie jestem nikim więcej, jak tylko człowiekiem z nałogiem. Czasami wciąż cierpię przez tą chorobę… Nie dziwcie się więc, że i tutaj, na blogu będą upadki i wzloty. Tak ta choroba wygląda, czy tego chcecie czy nie 🙂

 

Pozdrawiam serdecznie

Michał

aa fajny mi się tekst przyplątał więc go przytoczę nieco ku przestrodze :

Gdy choćby o jeden dzień wcześniej przed wszystkimi odkryjesz prawdę, to przez ten dzień będziesz idiotą…

Paaa

Pomóż innym !! Udostępnij na:

No Comments

Post a Comment

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial