Kac po szpitalnej chemii…

Wczoraj wieczorem (w poniedziałek)  wypuścili mnie ze szpitala… Było ciekawie… i to o dziwo z punktu widzenia alkoholika… Miałem mieć zabieg usunięcia nowotworu w znieczuleniu ogólnym, ale uparłem się, że nie chcę być usypiany. Obawiam się stanów, w których tracę kontrolę nad ciałem i umysłem, wyprosiłem więc znieczulenie miejscowe. Lekarze wiedzieli, że dość dobrze znoszę ból, więc się zgodzili, ale kurde nie do końca 🙂 Już kilka razy byłem na stole bez żadnych uspokajaczy, usypiaczy i ogłupiaczy… Myślałem, że i tym razem tak będzie. Sugerowałem to pani anestezjolog, mówiąc że jestem uzależniony od kilku substancji… ale nie pomogło… No chcieli mojego komfortu i coś mi wstrzyknęli… “Może się pan zrobić senny” – tyle usłyszałem a potem robiło się coraz… coraz bardziej podobnie do silnego stanu upojenia… Ledwo pamiętam ból i słowa lekarzy… Zrozumiałem, że jest dobrze i posłusznie przesiadłem się na nosze, którymi odwieziono mnie na salę ogólną.  Jednak to, co wydarzyło się pod koniec zabiegu w mojej głowie zaskoczyło mnie zupełnie. Poczułem ochotę na więcej tego, co miałem w żyłach… Pojawił się normalny głód na cokolwiek to było… Zasnąłem… Przyszła do mnie żona… ledwo to pamiętam, ale wiem, że była… Dzwoniło kilka osób – prawie nic nie pamiętam z tych rozmów. Zasypiałem i budziłem się kilka razy. Czułem, że pojawia się coś na kształt kaca… i było to obrzydliwe. Lekki ból głowy, suchość w ustach, myśli w rozsypce, luki w pamięci. Czy czegoś to nie przypomina ? Zupełnie jakby mnie upili, choć to pewnie tylko słynny “głupi Jaś”… Gdy się obudziłem po raz kolejny, było już znacznie lepiej… było gdzieś koło godziny 16… Naprzeciwko mnie siedział chłopak z opatrunkiem na nosie, opuchlizną od przepicia i podłączoną kroplówką z elektrolitami… Ubranie miał ubabrane we krwi. “Wyjebałem się twarzą w chodnik” – tyle zrozumiałem… Na moim łóżku leżała książka o terapii poznawczej. Uśmiechnąłem się i zapytałem – pochlałeś ?… No… tyle odpowiedział… Pokazałem mu okładkę książki. Uśmiechnął się i powiedział – Jestem alkoholikiem. Wiem to i chciałbym się leczyć. Udzieliłem kilku wskazówek… choć przyznam, że nie wtedy nie wiedziałem po co… Chyba odruchowo… Jego słowa były puste, pozbawione całkowicie przekonania. Był na oddziale nie pierwszy raz i nie pierwszy raz przechodził przy okazji szybki detoks. On już wiedział, że ma problem ale z jego postawy wynikało, że jest z tego faktu całkiem zadowolony… Odniosłem wrażenie, że należy on do grupy “szlachta nie pracuje”…  Najwidoczniej połamany nos, poobijane łokcie, krew na ubraniu i kroplówki, nie są jego dnem….   Ja byłem potwornie zakręcony i czułem coś na wzór wyrzutów sumienia, że dałem się otumanić lekami. Zupełnie jakbym zapił. Próbowałem czytać książkę ale nie szło mi to zupełnie. Kiedy tak leżałem, nagle zdałem sobie sprawę z czegoś, co mną nieco wstrząsnęło… Pod sam koniec operacji, zacząłem coś mamrotać do lekarzy, żeby mi jeszcze tego dołożyli… Tego, co mnie tak rozwaliło… Gdy byłem otępiały i rozluźniony, jak porządnie pijany, chciałem więcej… a gdy już leżałem w łóżeczku z tym “kacem” na wspomnienie tego stanu robiło mi się niedobrze… Wnioski ? Gdybym się upił do podobnego stanu, to popłynąłbym do końca, do urwania filmu… Na szczęście podobieństwa do upicia się szybko się skończyły. Nie było rewelacji żołądkowych i jelitowych, lekki ból głowy szybko minął i tylko pamięć z poniedziałku mam całą w dziurach. Dzwonili nawet klienci i nie pamiętam o czym z nimi rozmawiałem….  Po co jednak o tym piszę ? Po pierwsze z radości, że nareszcie wygrywam z rakiem a po drugie ze strachu… hmm nie ze strachu… właściwie piszę to tylko po to, by powiedzieć Wam, że właśnie doświadczalnie sprawdziłem to o czym mówi się na każdej terapii. Nie ma czegoś takiego u osób uzależnionych jak powrót do picia kontrolowanego…. Ja pod wpływem tych medykamentów, straciłem kontrolę… Było mi całkiem przyjemnie przez chwilę i zapragnąłem więcej. To takie typowe….  Nie dam się więcej w ten sposób załatwić 🙂  Wolę być ciętym całkiem na żywo…  Kilka razy tak było i dałem radę :).  Kochani… jest już środa a ja nadal nie czuję się zbyt rewelacyjnie. Mam totalny awers do pracy i tylko leżałbym w łóżeczku czytając i pisząc. Czasami tak trzeba i pozostaje się tylko cieszyć, że czasami tak można :).  Nie ma składu ani ładu w tym wpisie, podobnie jak we mnie dzisiaj. Niby się cieszę, że nowotwór po tylu latach mi odpuszcza, ale to, co zaszło podczas zabiegu jakoś mnie… sam nie wiem… zasmuciło, przestraszyło, zmartwiło… To pewnie nie są właściwe słowa, ale bliskie. Przez cztery lata krok po kroku eliminowałem ze swojego życia substancje psychoaktywne. Najpierw poszły w kosz tak silne leki, które zdrowego człowieka zwaliłyby z nóg. Potem poszły benzodiazepiny. Potem alkohol a w minionych miesiącach pożegnałem się po dziesięciu latach z lekami ułatwiającymi zasypianie. Przez te lata brałem już chyba wszystko, co mogli przepisać psychiatrzy. Zostały mi leki SSRI i właściwie tyle. Odstawienie leków nasennych przypłaciłem kolejną depresją i rozregulowaniem organizmu, ale teraz, po czasie wiem, że to był dobry ruch. Śpię znacznie lepiej bez nich, niż z nimi. Zostały mi papierosy… Od dawna zwlekałem z powrotem do sportu właśnie przez palenie, tłumacząc sobie, że mogę zarżnąć własne serce… Fajny mechanizm nie ? Jednak razem z odstawieniem proszków nasennych zacząłem nieco aktywniejsze życie i zacząłem się wkręcać w jego zdrowy tryb. Zmieniłem dietę i w sumie od początku roku straciłem coś ponad 10 kg. Cieszy to wszystko, choć cały czas jeszcze wiem, że do celu kawałek drogi mnie czeka.

Jest już późno i oczy mi się kleją więc nie będę się rozpisywał. Nie zbaczajcie z dobrej drogi.

Pozdrawiam wszystkich

Michał

Jeśli potrzebujecie pomocy i chcielibyście się ze mną spotkać zapraszam do ośrodka leczenia uzależnień w Hoczwi. 

 

Pomóż innym !! Udostępnij na:

No Comments

Post a Comment

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial