Dlaczego tak trudno pomóc osobie uzależnionej ? Część pierwsza.

Kiedyś usłyszałem to w formie instant – większość z was mówi, że nie ma problemu z alkoholem i to prawda… nie ma problemu, gdy jesteście z alkoholem, problem zaczyna się bez alkoholu… Te słowa to wierzchołek góry lodowej, ale od nich wszystko się zaczyna.  To co kryje się pod powierzchnią Waszych myśli to prawdziwe monstrum, z którym próbują się mierzyć wasi bliscy, przyjaciele i znajomi…  i zderzając się z tym… najczęściej idą na dno… Co więc kryje się pod powierzchnią ?

Zaczyna się od strachu. Życie osoby uzależnionej jest zasilane trucizną. Z jednej strony ta trucizna stanowi napęd a z drugiej… powoli degraduje człowieka do alkoholowej, czy narkotykowej marionetki… Chęć zdobycia i wypicia określa to, co alkoholicy robią w życiu… Jak więc podjąć decyzję o zaprzestaniu korzystania z czegoś, co stanowi centrum ich życia ? Kiedy wspominam swoje pierwsze wyjście na terapię, do teraz mam dreszcze… Nie spałem kilka nocy. Mimo, że tłumaczyłem sobie usilnie, iż tam mi pomogą, że chcę odmienić swoje życie, to strach przed odłączeniem “zasilania” był potworny. Przez te kilka dni budziłem się co do minuty o 3.40 w nocy. Czerwone diody zegarka świeciły mi prosto w oczy a myśli krążyły wokół ucieczki. Olej to… napij się… sam dasz radę… naiwne podpowiedzi uzależnionego umysłu…. Jednak decyzja zapadła… Miałem spotykać się na zajęciach z grupą pijaków (przecież ja nim nie byłem – myślałem )… Ktoś miał mi truć, że wszystko przez wódkę…. Bzdury… jak niby miałoby mi to pomóc ?  Ale to już o terapii… a co wcześniej ? Wcześniej są tylko złudzenia. Jedne nastawione na samouleczenie a inne poddające sens życia w wątpliwość a jeszcze inne całkowicie odrzucające istnienie problemu. Kiedy piłem spokojnie, bez zrywania filmu, byłem wielki i wszechmocny. Alkohol był moim przyjacielem i zbawcą. Kiedy zaś wpadałem w ciąg, nie widziałem sposobu na wyrwanie się z niego. Był przymus picia przeplatany strachem o życie i chęcią szybkiej śmierci… Istna paranoja.  Nie miałem wówczas żadnej nadziei, że się z tego wyrwę a mimo to, powiedzenie o sobie “alkoholik” nie przechodziło przez gardło. Ludzie uzależnieni wydają się nie mieć wolnej woli. Jest ona tak stłamszona przez uzależnienie, że bardzo ciężko wydobyć ją na światło dzienne.  Nałóg tak pokrętnie kieruje myślami, by nie dopuścić do świadomości nawet możliwości podjęcia leczenia. Namawianie pijanego chorego, by podjął leczenie przypomina namawianie śpiącego niedźwiedzia, by w środku zimy zmienił gawrę na inną. Będzie nie jedna awantura a może nawet i rękoczyny a nasz “misiek” zawsze będzie wracał “do siebie”. Tak na serio, to aby chory ruszył po pomoc, trzeba go zmotywować. Żadne krzyki tutaj nie pomogą. Pamiętajcie, że przemoc – także słowna – to tylko oznaka niemocy. Przemocą i agresją próbują rozwiązywać problemy ludzie, którzy nie potrafią zrobić tego w normalny sposób, używając sensownych argumentów … Nic nie wskóracie krzycząc na waszego pijaka a już szczególnie gdy jest akurat pod wpływem. Gdy zaczniecie awanturę, dacie pijącemu pretekst, by pił więcej. Ludzie uzależnieni, to w znakomitej większości osoby bardzo wrażliwe, które nie poradziły sobie z życiem w sposób zapewniający im komfort myślowy, uczuciowy i emocjonalny. Jeśli teraz, zaczniecie agresywnie potępiać OSOBĘ pijącą, czy ćpającą… wzbudzicie w niej nowe pokłady cierpienia i wymówek,  by kontynuować odurzanie się. Ja wiem, że trudno jest podejść spokojnie, do kogoś, kto od lat zaniedbuje Wasze relacje, dzieci, dom i siebie. Na pewno nazbierało się Was tyle rzeczy, które chcielibyście jemu, czy jej wygarnąć… że aż Was swędzi… ale nie tędy droga. By Wasze wypowiedzi dotarły do alkoholika, on, czy ona muszą wiedzieć, że nie chcecie zrobić krzywdy a pomóc. Nie zadawajcie chorym pytań w stylu – jak mogę Ci pomóc ? Gdyby chory to wiedział, sam by sobie poradził… Nie mówcie mu niczego w rodzaju – ja już nie wiem, co mam z tobą zrobić… On też nie wie co ma zrobić i poczuje się tylko poniżony i niepotrzebny… jak kłopotliwy śmieć zalegający i gnijący w domu… To WY – zdrowi musicie wiedzieć, co zrobić, co powiedzieć i jak potraktować chorego, by nie pogorszyć sprawy. Nie unoście głosu za bardzo, bo będziecie odebrani jako atakujący i chory będzie się bronił. Chory musi wiedzieć, że chcecie mu pomóc i robicie to tylko dla tego, że Wam na nim zależy. Powinniście zapewnić go, że działacie wyłącznie dla jego, czy jej dobra. Nie wzbudzajcie w alkoholiku poczucia winy. To też da mu pretekst, by kontynuować picie. Alkoholik musi dowiedzieć się o Was, że może normalnie żyć bez picia, że jest sposób wyjścia z choroby, z którego skorzystały już miliony ludzi na świecie. Pamiętajcie o tym, że żaden chory nie jest winny swojej choroby ! Nie wierzycie ? A czy myślicie, że któryś z alkoholików chciał się nim stać ? Żaden… Podobnie zresztą jak tysiące ludzi czekających codziennie pod gabinetami lekarskimi z przeziębieniami, grypą itp. To Wy musicie wskazać terapię odwykową, jako lekarstwo. Niestety w tym wypadku nie ma pigułki i leczenie nie kończy się na dwóch, trzech wizytach. To choroba śmiertelna i wymaga ona długotrwałego leczenia. Na domiar złego, podobnie do raka, jest to choroba nawracająca i każdy chory, będzie musiał się kontrolować już do końca swoich dni. Brzmi to bardzo ponuro, ale w rzeczywistości już tak ponure nie jest. Z biegiem czasu, życie bez wódki staje się coraz łatwiejsze, coraz przyjemniejsze i coraz prostsze. Trzeba jednak zawsze pamiętać, by nie dać się ponieść w chwili uniesienia, czy spadku formy…. Pod koniec powiem Wam o najtrudniejszym… Jeśli tylko jedna osoba będzie mówiła alkoholikowi, że powinien się leczyć, zostanie najpewniej potraktowana jak wróg i zwyczajnie zbyta, “bo wydziwia i problemu nie ma”. Aby do chorego coś dotarło, powinien usłyszeć to z wielu ust. Od rodziny, przyjaciół, kolegów ( nie tych od butelki ) a nawet dzieci, czy wnuków. Cholernie złą robotę w Polsce robi zamiatanie problemu pod dywan. Rodziny wstydzą się tego, że żyją z pijakami. Usiłują to ukryć… a to przecież najczęściej widać !  Często, gdy dochodzi już do tragedii, na jaw wychodzi fakt, że wszyscy wokół ( sąsiedzi, rodzina, znajomi) wiedzieli o problemie, ale nikt nie reagował – by nie wtrącać się w nie swoje.  Ten ogólnonarodowy wstyd mamy między innymi w spadku po komunie, który to system wypierał istnienie problemu. Przecież w “idealnym ustroju” nie było miejsca na coś takiego jak alkoholizm. Ludzie pili wszędzie. W zakładach pracy, w biurach, fabrykach i na budowach. Piło wojsko i milicja, urzędnicy i robotnicy. Wmówiono nam, że tak jest ok… a wszystko po to, by łatwiej rządzić podpitym narodem. W naszych głowach zostało zakorzenione, że “wszyscy piją”, więc problem nie istnieje. Co gorsze ludzie nadal alkoholików widzą niemal wyłącznie w tych, którzy już bardzo się stoczyli i żebrzą na ulicach. Pokutuje przekonanie, że póki facet pracuje, zarabia i przynosi coś tam do domu – to nie może być alkoholikiem. Niestety to jest kompletne nieporozumienie. Popatrzcie na naszego byłego prezydenta… Był głową państwa… i alkoholikiem… Wracając jednak do naszego tematu… trudno będzie namówić wiele osób do odbycia takiej rozmowy z naszym uzależnionym, ale to może być jedyna droga, by ten zrozumiał, że ma problem. Jeśli na przykład wyłącznie żona będzie mówiła mężowi, by ten przestał pić… efekt może być taki, że zostanie uznana za wroga numer jeden i będzie wymieniana jako główna przyczyna picia – “bo mnie ciągle wkur..a ” Gdy jednak wiele osób przemówi tym samym głosem, może (ale nie zawsze musi) to dać skutek, przynajmniej w uświadomieniu alkoholika, że potrzebuje pomocy.

Ten temat jest bardzo szeroki i trudny a mam tu właśnie godzinę 3.38 nad ranem, więc podzielę go na dwie części.

Jeśli chcecie podjąć leczenie, lub wysłać na nie kogoś bliskiego zaglądnijcie TUTAJ. W tym ośrodku poznacie mnie osobiście.

PS Przepraszam wszystkich czekających na odpowiedzi mailowe. Nie miałem jednego wolnego dnia od ponad trzech tygodni i jestem w plecy z pisaniem maili… Nadrobię w wolnym czasie…

Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie.

Michał

Pomóż innym !! Udostępnij na:

6 komentarzy

  • ~Marta

    2 kwietnia 2017 at 08:35 Odpowiedz

    Cenna lektura. Dziękuje.

  • ~Jan

    2 kwietnia 2017 at 12:36 Odpowiedz

    Tak tak kiedyś picie było symbolem siły i każdy starał się być w większości ,bo wszyscy pili a dziś ciężko się z tego wyzwolić .Pozdrawiam .

  • ~Piotr

    9 kwietnia 2017 at 16:56 Odpowiedz

    Madre, prawdziwe. Mysle jednak, ze bardzo powoli,aczkolwiek swiadomosc ludzi sie zmienia.
    I oby bylo wiecej takich jak my:-) Pozdrawiam.
    P.S. Michael, miales sie wysypiac, a nie pisac o 4 nad ranem:-)

  • ~Sara

    4 maja 2017 at 08:47 Odpowiedz

    trudno pomóc bo taka osoba sama powinna chcieć sobie pomóc… bo to jednak od niej zależy głównie, jak ktoś nie chce – to się nie uda… ale od strony prawnej polecam tekst: http://www.eporady24.pl/przymusowe_leczenie_odwykowe,pytania,6,215,8487.html mojej kuzynce żonie alkoholika pomógł podjąć decyzję u nich udało się leczenie (oby! bo to dopiero 2 lata)

  • Asia

    5 listopada 2017 at 09:51 Odpowiedz

    A co jesli On byl w wielu osrodkach prywatnych (z wlasnej woli), 3 razy w szpitalu psychiatrycznym, na niekonczacych sie detoksach…moj brat (40 lat) “wrocil” do domu naszych rodzicow, ma objawy alkoholowego uszkodzenia mozgu, takze chore cialo i nadal ucieka ze szpitali zeby pic. Kilka razy otarl sie o smierc, wiekszosc z wlasnej inicjatywy. Juz nie wiemy co robic…samowolna samodestrukcja…
    Panie Michale, czy spotyka Pan takie osoby, ktore same chca zniszczyc sobie zycie?

    • Michał

      12 listopada 2017 at 19:48 Odpowiedz

      Niestety tak. Z alkoholu wychodzi na prostą mały procent ludzi. Niektórzy chorzy nie potrafią dostrzec żadnej możliwości życia bez swojego “ukochanego” alkoholu. Nie da się wszystkim pomóc.

Post a Comment

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial