Po drugie zrozumienie…

Alkoholizm, jak wiele innych uzależnień wywołuje skrajne emocje. Na podłożu nałogów rosną konflikty i ludzie oddalają się od siebie, nierzadko obdarzając się wzajemną niechęcią, lub wręcz przyjmując wrogie nastawienie do siebie nawzajem. Prawda jest taka, że alkoholik, czy narkoman potrafią dać w kość swoim bliskim bardzo mocno, doprowadzając do rozpadu wzajemnych relacji, powodując zanik zaufania i stopniowe gaśnięcie „tych dobrych” uczuć. Uzależnieni „zarażają” swoją chorobą, czyniąc najbliższe osoby współuzależnionymi. Nie mylcie tylko współuzależnienia, ze wspólnym piciem, czy ćpaniem. { Współuzależnienie  (wg wikipedia.org)  to utrwalona forma funkcjonowania w długotrwałej, trudnej i niszczącej sytuacji związanej z patologicznymi zachowaniami uzależnionego partnera, ograniczająca w sposób istotny swobodę wyboru postępowania, prowadząca do pogorszenia własnego stanu i utrudniająca zmianę własnego położenia na lepsze. Współuzależnienie może wystąpić również w relacjach między członkami rodziny, przyjaciółmi czy współpracownikami.}  Podobnie jak alkoholik, osoby współuzależnione najczęściej nie wiedzą, że same są chore i potrzebują leczenia. Jednak współuzależnieniu poświęcę osobny wpis. Dzisiaj o zrozumieniu. Chcąc pomóc osobie uzależnionej, trzeba traktować ją jak osobę chorą a co za tym idzie nie obwiniać chorego o to, że jest alkoholikiem i o to, że pije. W tym momencie wiele osób na pewno się zbuntuje. Bo niby kto inny jest winny jeśli nie sam uzależniony ? Pamiętajcie – alkoholizm to śmiertelna choroba. Czy ktoś z Was chciał kiedykolwiek być śmiertelnie chorym ? Czy można obwinić dziecko o zachorowanie na złośliwy nowotwór  ? Nie. Zarówno proces uzależniania się, jak i powstawania nowotworu dzieje się po za świadomością człowieka. Nikt z nas, alkoholików nie chodził z kumplami na piwo po to, by się uzależnić. Żaden z nas nie nie wznosił toastów dla marskości wątroby.  Nikt nie zasiadał do stołu po to by zasnąć z głową w sałatce. Nikt nie planował zespołów odstawiennych, bezsennych nocy, wymiotów czy delirium tremens. Każdy z nas, natomiast wierzył do końca, że ma alkohol pod kontrolą. W życiu każdego z nas pojawiła się kiedyś pustka, którą zaczęliśmy zalewać alkoholem, tak jak w ciele wspomnianego dziecka pojawiła się komórka o zmutowanym kodzie genetycznym.  Podobieństwa  alkoholizmu do raka można przytaczać długo, ale sensem tych porównań jest wyłącznie zrozumienie, że żaden alkoholik nie chciał nim zostać. Jeśli ktoś z Was chce poczytać więcej o powstawaniu nałogu, odsyłam do wpisu z dnia 22 czerwca 2015 „Jak powstają nałogi… „.  Mam nadzieję, że rozumiecie już, że alkoholicy nie są winni swojej choroby.  Powstawanie i utrwalanie się nałogu jest zbyt długie, by móc określić właściwy moment do zatrzymania się. Mało kto (ja nie znam takiego przypadku ) zatrzymuje się w tzw. fazie ostrzegawczej. Najczęściej na leczenie trafiają ludzie w fazie krytycznej i chronicznej, z wieloma długimi ciągami „na koncie” a mimo to większość z nich nadal nie wierzy, że ma problem z alkoholem !!! Tak cholernie podstępna jest to choroba. Mam nadzieję, że już rozumiecie tą kwestię.

Następnym tematem trudnym do „przełknięcia” dla bliskich osoby uzależnionej jest niechęć do leczenia. Przeszliśmy już pierwszy rozdział i nasz uzależniony wie, że ma problem, jednak nie chce nic z tym robić. Niektórzy pod presją „idą na terapię” ale wyłącznie dla „świętego spokoju”. Pomimo spotkań terapeutycznych popijają w ukryciu i niechętnie mówią o chorobie. Nie robią tego celowo i Wam na złość. Właśnie tak działa nałóg. Oni nie wyobrażają sobie życia bez alkoholu. Permanentny stan trzeźwości przywodzi lęk i poczucie bezsensu życia. Nie rozumiecie ?… To wyobraźcie sobie coś co uwielbiacie. Coś, co sprawia, że chce Wam się żyć, pracować, oddychać… a teraz pomyślcie, że właśnie na to dostajecie uczulenia, które może doprowadzić do śmierci, w związku z czym to coś ma zniknąć na zawsze z Waszego życia…  Mało Wam ? To jeszcze jeden przykład, który dotyczy ogromnej większości ludzi.  Pewnie większość z Was lubi seks. Pomyślcie teraz, że uzależniacie się od niego, niszczy on Wam życie i idziecie na terapię…  musicie więc przestać go uprawiać już na zawsze. No i jak ? Czy nagle przestaliście się interesować seksem ? Czy nagle przestaliście go lubić ? Czy łatwo Wam wyobrazić sobie resztę życia bez seksu ? Tak samo mają alkoholicy z alkoholem. Żyją w poczuciu winy. Wiedzą, że szkodzą sobie i Wam ale nie potrafią przestać. Już przekonaliście ich o tym, że są chorzy ale oni nie potrafią rozstać się z czymś, o czym sądzą, że przedłuża im życie. Podejmują więc próby utrzymania abstynencji na pokaz. Starają się udowodnić Wam i sobie, że kontrolują picie. Robią wszystko, co w ich mocy byście nie zmuszali ich do całkowitej abstynencji. Problem polega na tym, że albo zapomnieli, albo nigdy nie nauczyli się (jeśli zaczęli pić w bardzo młodym wieku) jak żyć bez chemicznej stymulacji. Przez lata alkohol prostował im myśli, wypełniał braki i niedoskonałości, usypiał i łagodził bóle. Stał się dla nich panaceum na większość życiowych bolączek. Jakim więc prawem usiłujecie go im zabrać ? Serca nie macie ? Heh… tak to właśnie wygląda dla nas – alkoholików. Nie chcemy się poddać abstynencji, bo nasze mózgi, kojarzą życie bez alko z niekończącą się męczarnią i nudą.  Nie znamy swoich prawdziwych potrzeb życiowych, bo zastąpiliśmy je jedną potrzebą – niegasnącym pragnieniem. Pijemy nie dlatego, że tego chcemy ale dlatego, że boimy się przestać i nie wiemy jak to zrobić…

Ostatnią z tych podstawowych tematów, które trzeba zrozumieć są kłamstwa. Sam łgałem jak z nut i nie jestem z tego dumny. Dlaczego to robiłem ? Z potrzeby tłumaczenia sobie otaczającego świata na swój użytek, którą ma każdy zdrowy człowiek. Tak każdy z nas to robi od czasu do czasu lecz alkoholicy robią to cały czas.  Jako zdrowi ludzie komentujemy i tłumaczymy sobie niemal wszystko, począwszy od postępowania innych osób a skończywszy na pogodzie. Ktoś nagle się bardzo wzbogacił – zazdrościmy mu – podejrzewamy go- oceniamy go- musi być złodziejem – co zrobił ? Ukradł. Nie wiemy tego, ale wierzymy w to. W rezultacie kłamiemy myśląc, że mówimy prawdę. Sam mechanizm wygląda tak:  poczuliśmy się gorsi i na swój użytek wytłumaczyliśmy sobie czyjeś nagłe wzbogacenie w taki sposób by bogacza poniżyć a tym samym dostosować go do własnego poziomu niestety. Przykład może drastyczny ale tak to ogólnie wygląda. Alkoholicy wiedzą, że przesadzają z piciem i czują potrzebę racjonalizowania swojego postępowania. Wykształca się u nas zespół mechanizmów nałogowego myślenia, zwany mechanizmem iluzji i zaprzeczeń. Jest to jedna z charakterystycznych przypadłości choroby alkoholowej i służy nam do tłumaczenia się przed samymi sobą z tego co robimy, czyli z picia. Jako osoby nadużywające alkoholu, podświadomie czujemy, że wyrządzamy szkody sobie i Wam i by uchronić się przed poczuciem winy tłumaczymy się z picia. Wymyślamy do tego celu niestworzone historie i ubieramy je w takie słowa, byście nam wierzyli. Gdy już brakuje nam neutralnych argumentów, wmawiamy Wam, że to przez Was pijemy. Najgorsze jest to, że powtarzamy te kłamstwa tak długo, że wierzymy w ich prawdziwość. To dlatego jesteśmy tak przekonywujący i dlatego, przez tyle lat dawaliście się nabierać na nasze słowa. Ja dzisiaj wiem, że przez ostatnie kilka lat picia żyłem w zakłamaniu, nie mając o tym pojęcia. Dopiero terapia odwykowa, lektura wielu książek, intensywna praca nad rozwijaniem własnej osobowości i oczywiście ponad rok abstynencji pomogły mi w ogarnięciu ogromu kłamstw którymi się otoczyłem na potrzeby kontynuowania picia. Wiedzcie więc, że Wasi alkoholicy najczęściej nie oszukują Was dla zabawy ( no chyba, że z natury są oszustami ) a powoduje nimi choroba. Nie ufacie im ? Nie wierzycie ? Słusznie, bo do póki nie zaczną uczciwie się leczyć, będą Was oszukiwać, lecz pamiętajcie jaka jest tego stanu rzeczy przyczyna. Jeśli znaliście Waszego alkoholika zanim się nim stał, to przypomnijcie sobie kim był zanim zaczął pić. Ten człowiek tam dalej jest ale tkwi po szyje w bagnie uzależnienia. Jeśli macie siłę, dużo cierpliwości a do tego lubicie ryzyko to podajcie mu rękę. Może uda się Wam go z tego szamba wyciągnąć.

Mam cichą nadzieję, że pomogłem Wam zrozumieć nieco lepiej osoby uzależnione. Nie chciałbym jednak, byście odnieśli wrażenie, że macie obowiązek walczyć o zdrowie waszego alkoholika. Nic podobnego. Życie macie jedno i będzie to z Waszej strony wielkie poświęcenie, jeśli zdecydujecie się z alkoholikiem zostać.  Moją intencją jest, byście zrozumieli, że większość nieprzyjemnych zachowań, które znacie jest powodowane przez chorobę a nie świadome działanie pijącego, czy pijącej. Nie postąpiłbym uczciwie, gdybym nie dodał w tym miejscu, że owszem – uważam, że alkoholikom potrzebne jest Wasze wsparcie ale też wiem i ostrzegam, że jest to ogromne ryzyko i nie ma żadnej gwarancji, że terapia przyniesie pożądany efekt. Co więcej, niestety większość prędzej, czy później wraca do picia, ale pewien – niemały procent zaprzestaje picia na zawsze i całkowicie odmienia życie swoje i swoich rodzin. Wam i Waszym chorym życzę powodzenia w odnajdywaniu prawdziwego i trzeźwego JA.

Pozdrawiam

Michał

W razie pytań piszcie walczacyalkoholik@interia.pl lub gg  50729064. Udostępniajcie link na stronach społecznościowych. Może uda się nam komuś pomóc 🙂

Pomóż innym !! Udostępnij na:

5 komentarzy

  • ~obawka

    26 października 2015 at 12:25 Odpowiedz

    Dziękuje za ten tekst

  • ~monika

    19 kwietnia 2016 at 19:04 Odpowiedz

    Serdecznie pozdrawiam

  • Karola

    4 września 2017 at 16:35 Odpowiedz

    Przeczytałam ten tekst i mam jeszcze większy chaos w głowie, mój mąż jest od 4 tygodni na terapii i wcale nie stał się lepszy, jest nawet gorszy niż był, jego egoizm poraża, po tych 4 tygodniach mój mąż nadal uważa że ja jestem przyczyną wszelkiego zła w jego życiu, kiedyś mogłam zachowanie męża zwalić na picie, a teraz już nie wiem….

    • Michał

      7 września 2017 at 07:56 Odpowiedz

      Wiesz… najwidoczniej nic z tej terapii nie wyniósł…

Post a Comment

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial