10 – 13 KWIETNIA 2014

Minęło kilka dni… Brak weny, praca… Trzeźwość. Nie pisałem nic, nie było o czym i chyba nadal nie ma. Ciężko mi się odnaleźć w niepiciu… Cała gama wydarzeń “popełnionych” po pijaku wraca do mnie echem, które dudni w głowie.  Dziesiątki telefonów z biadoleniem do znajomych, kłótnie z Ewą. Wywalanie brudów na stół, asfalt i do wszystkich polskich rzek… Źle mi, biją mnie, molestują, chcą mnie stłamsić, chcą mnie obedrzeć z człowieczeństwa. Wszyscy są źli, są podli… Nie wiedzą jak ja cierpię, nie rozumieją mnie !!! Ja chcę dobrze !!! Ja jestem dobry !!! Nie jestem zły !!!

Gówno prawda. Sam się nie rozumiem. Sam się tłamszę. Sam się zniewalam. Sam pozbywam się człowieczeństwa…. Leżałem półprzytomny, kiedy zajrzał tu ojciec Ewy… Spytał czy coś mi dolega…. Podniosłem się tylko i machnąłem ręką…  Ja… niewolnik butelki… więzień nałogu… sługus promili…

Chciałoby się teraz od tak wstać rano i odparować promile z całego ciała… Nie te z dnia poprzedniego, ale wszystkie, które w siebie wlałem…. Nie da się… Nie popiję sobie maślanką… Nie przegryzę ogórem… To nie odejdzie. Nie tak szybko. Potrzeba czasu… Czasami wiele lat.. nie wiem czy mam ten czas, ale nic nie poradzę.. Chciałbym przyspieszyć. Poukładać wszystko z miejsca… Wszystkie rozsypane myśli, jak kartki papieru walające się po kątach pozbierać… Pozbierać na jedną kupkę to nie problem… Tylko co z chronologią… Wszystko to trzeba raz jeszcze przeczytać.. przetrawić… przemyśleć.. Może część wyrzucić, część spalić… Ten bałagan wymaga lat pracy, bo przez lata wszystko było olewane, zalewane i beztrosko rozrzucane.

Najzwyczajniej w świecie się pogubiłem. Niby wiem, jak mógłbym realizować swoje marzenia… niby wiem, ale nie potrafię… Mam pracę, którą wykonuję na siłę. Siadam do biurka i nie wiem od czego zacząć. Patrzę w papiery jak w twarze wrogów. Nie wiem jak przebrnąć przez proste czynności, które wykonywałem wiele razy. To żałosne.. Wiem, że to skutek nałogów, ale co mi z tej wiedzy… Nie mogę się tym tłumaczyć – jak powiedział mój przyjaciel :).. to zbyt proste i daje mi usprawiedliwienie… Pijak zawsze będzie się tłumaczył i zawsze umotywuje swoje działanie. Im inteligentniejszy, tym sensowniej będzie to brzmiało… niemal na świętego można się wykreować… usprawiedliwiając picie i ćpanie…

Mimo całego tego syfu, jaki wdarł się w moje życie osiągnąłem dużo, ale się zatrzymałem. Wódka z założyła mi kajdany a prochy powiedziały, że tak jest dobrze i żebym się nie przejmował. Przecież tylko ja mam rację. Reszta świata to tylko małe, nieudane gnojki… Przecież jestem ja !! Ja ! Ja ! Ja ! Ja ! Ja ! i po tysiąckroć Ja ! !!!!   Mówi się, że są trzy rodzaje prawdy – każdy je zna. Ja sądzę, że jest jeszcze jest jeszcze jeden rodzaj prawdy – pijacka prawda. Zniekształcona wizja świata, generuje zniekształcone bodźce. Odrealniłem się. Nie kłamałem nigdy, bo wierzyłem, że mówię prawdę. To doznania, na granicy delirium tremens. Każda wizja, wytwarzana przez zbełtany wódą umysł stawała się prawdą… całą prawdą i tylko prawdą…

Teraz stoję w samych gaciach nad wielką przepaścią. Wszędzie walają się strzępy mojej przeszłości… Nie wiem, co zrobię. Dopiero co wspiąłem się na górę. Może odwrócę się i pójdę w nieznane… a może znów spadnę na dno. Nie wiem… Zbyt dużo razy spadałem…

Pomóż innym !! Udostępnij na:

No Comments

Post a Comment

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial